Ciąża donoszona a ciąża przenoszona

Ciąża donoszona a ciąża przenoszona
Jak dobrze to słyszeć! „Ciąża donoszona”, czyli zdrowa i gotowa do rozpakowania. Sformułowanie, które sprawia, że w jednej chwili wszystkie Twoje lęki związane z porodem przedwczesnym rozpływają się w smogu dnia codziennego. Ba, więcej!

Jeśli tak jak ja absurdalnie bałaś się malin (które uwielbiasz), w końcu możesz sobie na nie pozwolić. Kocham absurdy do tego stopnia, że sama je tworzę. Maliny nie wykazują żadnych niepokojących właściwości dla ciężarnych, sok z ich owoców też nie. Za to mówiąc o naparze z liści można już zacząć doszukiwać się teorii o ich wpływie na czynność skurczową, ale… dopiero w czasie porodu! Zresztą, to też jest sporne.

Mój lęk przed wypiciem napoju o smaku malinowym, w którym zawartość malin jest porównywalna do zawartości mleka w napoju uht, masła w maśle czy sera w produkcie seropodobnym (nie mówiąc o zawartości naparu z liści malin) był czystą abstrakcją. Ale co z tego. Malin nie jadłam. Soków nie piłam. A co!

Ciąża donoszona

Podobno kobiety w ciąży mają zaburzoną zdolność racjonalnego myślenia. Trudno się czasem nie zgodzić. Ja podświadomie bałam się porodu przedwczesnego, więc wszelkie podania i legendy, które wiązały się z możliwością przyspieszenia całej akcji, zapadały we mnie jak drzazgi. Nierówno i bez kontekstu, ale skutecznie.

Kiedy doczekałam się terminu „ciąża donoszona”, odetchnęłam. Uff! O tym, kiedy ciążę uznaje się za donoszoną, decyduje tydzień ciąży (od końca 37 do 42 tygodnia ciąży), czasem też waga urodzeniowa dziecka (od 2500 do 4500g). Czyli jesteśmy w domu, hura! To znaczy, jeszcze nie jesteśmy, nie tak jak bym tego chciała, ale już bliżej niż dalej. Jesteśmy w stanie „donoszenia”.

I teraz patrzcie. Kiedy opływacie w pełnię szczęścia, po raz setny przekładając urocze kocyki i rożki, ostatni raz wymieniając wyprawkę w torbie szpitalnej i przepierając ostatnie pieluchy po drobnym wypadzie do sklepu… orientujecie się, że to nie wszystko  . Bo i ta sielanka ma swoje granice. Choć uniknęliśmy porodu przedwczesnego (przed ukończeniem 37 tygodnia)  i dotarliśmy do terminu „ciąża donoszona”, to pojawia się nowe ryzyko. Jakie?

Ciąża przenoszona

Kiedy we wpisie o terminie porodu pisałam, że nie trzeba martwić się konkretną datą, chyba jednak nie wyczerpałam tematu. Bo czasem przychodzi taki moment, kiedy terminem trzeba się troszkę zainteresować. Troszeczkę.

Prognozowana data porodu mija, a akcja porodowa się nie rozpoczyna. Czy wiecie, że z mijającym czasem wzrasta ryzyko „przeterminowania” się łożyska, doprowadzenia do jego niewydolności czy zmniejszenia się ilości wód płodowych? Tak, łożysko ma swoją „datę przydatności”. Po 42 tygodniu sytuacja robi się dla malucha niebezpieczna. Warto o tym pamiętać.

Kiedy pod koniec 41 tygodnia nic się nie zmienia, a akcja skurczowa ani myśli się rozpocząć, trzeba reagować. Będąc pod stałą opieką lekarza, który monitoruje stan zdrowia dziecka i na bieżąco decyduje, co robić w takiej sytuacji, wiemy, kiedy zgłosić się do szpitala. Ja swój „krytyczny” termin znam. A Ty?

Naturalne sposoby na przyspieszenie porodu

Istnieje kilka medycznych sposobów na wywołanie porodu. Istnieje też wiele bezpiecznych metod niemedycznych, z których możemy korzystać w domu we własnym zakresie. A nuż się uda! Jeśli jesteśmy już bardzo niecierpliwe, a 40 tydzień wybił, dlaczego by nie zacząć testowania. Dobrze zaopatrzyć się m.in. w:

– zapas wywaru z liści malin (a co!),

– zdrową aktywność fizyczną (zdrową! ostrożnie z tym),

– sesje relaksacyjne (zawsze i wszędzie),

– w partnera (koniecznie)!

Partner ma szczególnie duże szanse powodzenia. Może nie wiecie, ale to czysta biologia. Poważnie. Nie bez znaczenia jest też stan naszej psychiki i nastawienia. Stąd relaksacje i inne przyjemności. Dlatego, drogie mamy, dbajmy o siebie! Dla siebie i nie tylko. Ten dzień nadchodzi.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *