Czy ciąża zaskakuje? Jak powiedzieć rodzicom?

Ciąża zaskakuje znajomych
Nasza ciąża zaskoczyła kierowców. Więcej. Zaskoczyła nie tylko kierowców, zaskoczyła prawie wszystkich. A najbardziej zszokowani byli ci, których dotyczyło to najmniej.

– Naprawdę? Nie mówisz poważnie.
(spojrzenie, które wyraża więcej niż tysiąc…)
– Wkręcasz mnie, a Prima Aprilis dopiero co było.
(spojrzenie, które wyraża…)
– Chcesz się odegrać? Prima aprilisujesz z rocznym wyprzedzeniem?
(spojrzenie…)
– Przecież nie możesz być w ciąży.

Nie mogę. No tak. Nie mogę. To przecież cholernie dziwne. Kobieta. W stałym związku. Po dwudziestce. Przed trzydziestką. Pracująca. Po studiach. Zdrowa. Szczęśliwa. W ciąży. Nie mogę. Nie?

Dlaczego ciąża zaskakuje?

To nie jest codzienna wiadomość. To wydarzenie. Zjawisko. Spada jak grom, rozbija się po osiedlu i budzi wszystkich sąsiadów. Bywa wyczekiwana – przez rodziców, ich krewnych czy przyjaciół. Jednak zwykle nie wszyscy o tym wiedzą. Trudno (i po co) o swoich planach informować całe bliższe i dalsze otoczenie. Dlatego, ogólnie, zaskakuje. Pospolite ruszenie narodu, a przynajmniej drgawki lokalsów.

Ciąża zaskoczyła ekspedientki z marketu, znajomych moich znajomych i zapomnianych przyjaciół z podstawówki, z którymi od dwudziestu lat nie utrzymywałam kontaktu. Tu ciąża uderzyła ze zdwojoną siłą. Łezka w oku i pytanie, które wynika trochę z sentymentu, trochę z zagięcia czasoprzestrzeni: bo jak to tak, Kaśka z IIb w ciąży? W tym wieku?

Przepraszam, też czasem je zadaję.
Bo Kaśka?

Kogo nie zaskakuje? Rodziców

Przyszłych. Prawie obecnych. Obecnych? Pomijając nomenklaturę… nie zaskakuje sprawców. Przynajmniej nie powinna.

O ile jest planowana – to wiadomo. Jakiś rodzaj szoku jest, ale to inny rodzaj. Jak przy grze w lotka. Dziwisz się, że wygrałeś, ale… w sumie po to grałeś, prawda?

Nie powinna zaskakiwać też przy, tak zwanych, wpadkach. Nie neguję faktu, że się zdarzają, że dzieci nieplanowane się rodzą, że są. Neguję argumenty ludzi, którzy NIE WIEDZIELI. I tych, którzy SIĘ DZIWIĄ. Bo JAK TO SIĘ STAŁO? No… bo jak? Powiedzieć wam? Wracamy do metafory lotto. Skoro grasz, istnieje ryzyko, że wygrasz.

Środki antykoncepcyjne istnieją, prawda. Nie są niezawodne, druga prawda. Dzieci nie biorą się z kapusty, superprawda.

Ciąża nie zaskakuje rodziców przyszłych rodziców

Czyli dziadków. Na początku mnie to zdziwiło. Że ich nie zdziwiło.

– Ale usiądź, zanim coś ci powiem – mówię przejęta
(w odpowiedzi: pochrząkiwanie pełne niezrozumienia)
– No mówię ci, usiądź, mam ważną wiadomość – próbuję stopniować napięcie
(nadal pochrząkiwanie, nadal niezrozumienie, połączone z szuraniem krzesła)
(czuję przepływający hormon gotowości, czas na nowiny)
(jeszcze jedno chrząknięcie)
(teraz moje chrząknięcie)
– Jestem w ciąży.
(pochrząkiwanie ustało)
– O, to ci dopiero. To chyba dobrze.
I to musiałem usłyszeć na siedząco?

To ci dopiero.

Ile mi czasu zajęło główkowanie. Jak to zrobić? Jak powiedzieć rodzicom o ciąży? Kiedy powiedzieć rodzicom o ciąży? Niby jestem dorosła. Niby już wcześniej wyprzedzałam fakty. Niby to nic dziwnego. A jednak z tyłu głowy zawsze siedzi mały rudy chochlik, który każe asekuracyjnie bać się reakcji rodziców na ważne wiadomości. A masz, chochliku.

Oni to już przeżyli i to na własnej skórze. X lat temu byli na moim miejscu. W którymś momencie musieli poinformować całe otoczenie o moim zaistnieniu, włącznie ze swoimi rodzicami, moimi dziadkami, że ja, i że nadchodzę. Wiedzą, że takie rzeczy (jak dzieci) się zdarzają. Dlaczego nie wzięłam tego pod uwagę?

Ciąża nie zaskoczyła też całego grona osób, którym…

… ciągle o niej mówiłam. I że chciałabym. I że już ten czas. I że nie, nie jestem za młoda. I tak, to dobry czas w moim życiu. Tak, jestem pewna. Tak, chcę.

Ale tych osób nie było za wiele. I do wielu nie docierało. Szczególnie do bezdzietnych rówieśników.

– Serio? Ty?
– Tak, mówiłam…
– Naprawdę?
– No, tak.
– W tym wieku?

To jakiś rodzaj lustra. Historia o ludziach przekonanych, że to jeszcze nie ich czas. Skoro nie ich, to też nie mój, prawda? Nie. Nieprawda.

Dzieci nie są efektem posunięcia w latach. To tak nie działa. Ja wieku dwudziestu sześciu lat mogę mieć brzdąca. Kaśka może mieć trójkę. Ty nie musisz.

Zresztą, z tym wiekiem wiadomo jak jest. Bardzo cienka jest granica między „jeszcze nie masz?”, „kiedy planujecie” a „jeszcze możesz?”. Czasem pytania padają zamiennie, w zależności od tego, z kim rozmawiasz. Słowo klucz: perspektywa.

Ciąża? Niemożliwe!

I wreszcie! Bo wydawać się może, że ciąża, cud narodzin, cud nowego życia nikogo nie zaskakuje. A zaskakuje. I to całkiem sporą grupę osób. Osób, często zupełnie z dzieckiem, matką ani nawet ojcem dziecka niezwiązanych. Szokuje, paraliżuje, puszcza w ruch trybiki języków osiedlowych i języków dalszych. Albo chociaż wzruszy powiekę. Zwichrzy włos na głowie.

To bardzo lotny news – taka ciąża.

Kiedy w ciążę zachodzi ktoś za młody (w tym wieku?), za stary (w tym wieku?), bezdzietny (jednak może?) lub nadto dzieciaty (ciągle może?), ktoś biedny (co za życie), bogaty (co za życie!), chudy (czy utyje?), gruby (nic nie tyje?)… o tym się mówi. Temu się dziwi.

Konkrety, panie, konkrety….

Ciąża zaskakuje rodzinę dalszą, z którą kontakt urwał się lata temu. Kiedy powiedzieć rodzinie o ciąży? Nie mówić. Dowiedzą się przypadkiem.  Brat ojca kuzynce siostry powie, że nowy dzieć w rodzinie. Jak rodzina to rodzina. Z czym to się potem wiąże? Kilka smsów z gratulacjami, wysyłanych z nieznanych numerów i podpisanych: ciocia. Nic groźnego.

Zaskakuje nie dziadków, ale ich znajomych. Zostać babcią to duże wyróżnienie. Awans. Trzeba pochwalić się nie tylko rodzinie, ale też znajomym. Najlepiej wszystkim, a szczególnie tym babciatym od jakiegoś czasu. W końcu nowe wspólne tematy! Z czym to się wiąże? Smsy z nieznanych numerów lub gratulacje przekazywane drogą pantoflową. Nic groźnego.

Czy ciąża zaskakuje wszystkich?

Zaskakuje znajomych znajomych, koleżanki z podstawówki, byłych…

Kiedy w ciążę zachodzi znajoma znajomych lub od lat niewidziana koleżanka, dziwimy się. Tak jakby czas w naszej relacji się zatrzymał. Pamiętamy Kaśkę sprzed dwudziestu, dwunastu lub dwóch lat. Pamiętamy, że tamta Kaśka nie była gotowa na dziecko. Pamiętamy, że… nie jest? Nie, nieprawda. Nic nie wiemy o tej Kaśce, poza tym, że nie ma już dwunastu lat. A jednak się dziwimy.

Rzecz o zdziwieniu

Dziwimy, przez chwilę dumamy, dziwimy i zapominamy. I dobrze. Naprawdę. Dobrze czasem dać się zaskoczyć. Zdziwić. Oniemieć. Nawet, kiedy nas to nie dotyczy – za bardzo. Wierzę, że dobrze się dziwić. Lubię się dziwić.

Jeśli wciąż zastanawiasz się, jak powiedzieć mamie o ciąży, jak powiedzieć rodzicom, że zostaną dziadkami, jak w pracy przyznać się szefowi, jak jak jak – zaskocz ich. A może okaże się, że w tym zaskoczeniu nic zaskakującego? I dziwisz się tylko ty.

I co jeszcze? Mamy święta. I choć to nie te święta, które grałyby najlepiej przy dzisiejszym temacie (w grudniu, o, tam dopiero potrafili zaskakiwać), a współcześni apostołowie nie pozycjonowaliby Wielkanocy na frazę „dobra nowina”, to wesołych świąt! I powodzenia. Bo to świetny czas, żeby usiąść przy stole, pouśmiechać się do rzadko widywanych twarzy i wreszcie – kogoś zaskoczyć.

A poza tym, wiecie. Prima aprilis.

 

 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *