Pierwszy trymestr ciąży

Historia mojego pierwszego trymestru ciąży

Leżenie, spanie, praca, spanie – w pracy, po pracy, przed pracą – spanie, brak apetytu i, no tak, spanie. Pierwszy trymestr ciąży. Coś pominęłam?

Nie czułam się dobrze. Nie czułam się wcale. Początkowa ekscytacja zamieniła się w zmęczenie, a zamiast kwitnącej kobiety w ciąży – żywy kwitnący budyń. Mniej więcej.

Trzy pierwsze miesiące ciąży nie należały do najłatwiejszych. U mnie? Organizm się przesycił nowymi informacjami i co chwilę wyświetlał error za mgłą spojrzenia. Zresztą, ze zdrowiem psychicznym było podobnie. Wszystko siadło. Siadło na głowie, na brzuchu, na ciele, a ja próbowałam ten proces przespać, przezimować jak wzorowy niedźwiadek i obudzić się po wszystkim. Próbowałam. Czy wyszło?

A gdzie tam.

Praca – co za dużo to…

Wstawałam o świcie. Na początku. Pracowałam, ile byłam w stanie. Albo. Pracowałam więcej niż kiedykolwiek. Ciągnęłam życie „sprzed” ciąży. Uparcie próbowałam nadrobić czas, który (jak podejrzewałam) będzie mi zabrany. Ale wiecie co? Nie da się wypracować kolejnych dziewięciu, dwunastu czy szesnastu miesięcy NA ZAPAS. I to w ciągu… Ilu? Dwóch miesięcy? Trzech?

Codziennie przed pójściem do pracy (etatowej), siadałam o 6 rano przy komputerze i wypluwałam artykuły (w ramach pracy nieetatowej), po to, żeby po południu biec do parku i ogarniać sesję zdjęciową.

Nie róbcie tak. To głupie. Nie trwało to długo. Na zwolnieniu wylądowałam szybciej niż planowałam. Nie, to nie była bezpośrednia przyczyna. Ale. Z perspektywy czasu – nie polecam.

Dom, czyli jak niewiele trzeba

Kiedy przystopowałam z pracą, moje myślenie zmieniło się diametralnie. Chyba po prostu nadszedł ten czas, kiedy łóżko…Kobieta w ciąży leży w łóżku popołudniowym tchnieniem

Łóżko. Kocham łóżko. Poszłabym na spacer, ale to łóżko, łóżko, łóżko… Łóżko mnie potrzebuje. Bardzo. I chyba źle się czuję. Chyba mam mdłości. Poranne mdłości? Cały dzień – z naciskiem na wieczór (bo poranne mdłości najintensywniej odczuwalne były po osiemnastej). Wieczorne poranne mdłości. Pierwszy trymestr na całego. Podobno.

Jedzenie a pierwszy trymestr ciąży

Byłam wielbicielką kasz. Miłośniczką warzyw. Wyznawczynią marchwi, ogórków i papryk. Przed ciążą. A w ciąży?

– Kochanie, kupiłem ci marchewki!
(spojrzenie spode łba)
– Ogórka?
(spode łba)
– Kiwi?
(obrót na drugi boczek)
– Moooże… Może rzodkiewki? – podpowiadam
(poszedł do sklepu)
(wrócił)
(położył w lodówce)
(dwa tygodnie później
…wyrzuciliśmy rzodkiewki)

Żywienie w ciąży. Nieżywienie. Tego nie zjem. Tamtego nie zjem. To brzydko pachnie. To nie pachnie. Nie, nieprawda, wszystko pachnie. Czy mamy sucharki? Kup sucharki. Dużo sucharków. Dziękuję.

To mnie zdziwiło. Bo wiecie – jedzenie w ciąży. Gdzie te mityczne zachcianki? Kiszone ogórki w bitej śmietanie i kebab o trzeciej nad ranem? Nie, tego nie było.

Ile ja nad tym myślałam! Może wcale nie chodzi o to, co kobieta w ciąży chce zjeść, ale o to, że prawie niczego nie może? A cała reszta, którą toleruje nazywa się zachciankami? Bo jak to działa? Zachcianki? Czyli co? Miałam ochotę na tak niewiele rzeczy, że owe „zachcianki” to było jedyne pożywienie, które byłabym w stanie zjeść.

Tak, wysnułam własne wnioski. Czy słuszne? Nie. Po prostu nie wiedziałam, że to jeszcze nie ten etap.

Zapachy – intensywne jak słońce w południe

Pisałam, że wszystko pachnie? Tak. Wszystko. Aż do przesady. Do bólu głowy i skrętu żołądka. Perfumy, ubrania, obiady, mydło. Powietrze i ściany, też. WSZYSTKO.

(niuch niuch)
– Coś mi tu…
(niuch niuch)
– Coś…
(podchodzi on)
(patrzy pytająco na mnie)
(patrzy na mój zmarszczony nosek)
– Co tu tak – zagaduję niewinnie – śmierdzi?
(patrzy na mnie)
(patrzy)
– Wykąpałem się – odpowiada.
– A.

Mydło. Mydło i powidło. Zło.

Muzyka nie dla wrażliwców

W jakiś niewytłumaczalny sposób zmysł słuchu połączył mi się z żołądkiem. Słuchając radia, żołądek miałam gardle. Nie tylko radio tak działało. Wkurzało mnie, a wręcz doprowadzało do mdłości, naprawdę wiele rodzajów dźwięków. Przestałam tolerować musicale (które lubię bardzo), rap (który znoszę), wokale (niektóre) i audiobooki (o zgrozo!).Książki i audiobooki w ciąży

Nie wiem, ilu książek do dziś nie skończyłam słuchać. Na pewno wciąż czeka na mnie „Cień góry” (druga część „Shantaram”), książka, którą wcześniej chłonęłam jak gąbka. Przez uszy. Tak. Właśnie… Wiedziałam, że mam jeszcze coś do zrobienia.

Filmy, nawet one…

Zmysł wzroku (podobnie jak słuchu) mi się wyostrzył (?), uczulił, upośledził, nie wiem. Zbyt intensywne kolory, za mocne, dynamiczne obrazy doprowadzały do… tak, wiecie. Tak naprawdę nigdy nie dochodziło do sytuacji krytycznej, w której musiałabym szybko ewakuować się z papierową torbą w dłoniach. Po prostu cały czas chodziłam zielona. Drobiazg.

Filmy teoretycznie oglądać mogłam. Ale pewien szczegół mi to znacznie utrudniał. Przestałam tolerować… język angielski. Paranoja. Wcześniej oglądałam seriale w liczbie znacznej, część z nich wyłącznie po angielsku, celowo z angielskimi napisami, tak, żeby „szkolić” język. A tu nie mogłam. Czy to normalne?

Dobrze, że już dawno skończyłam szkołę, w której naukę języka ktoś mógłby mi narzucić. Wyobrażacie sobie to wytłumaczenie? „Przepraszam, nie mogę się uczyć, bo jestem w ciąży, a brzmienie tego języka doprowadza mnie do, hmm, zieloności, rozumie pani”.

Tak, już to widzę.

***

Przeszkadzało mi wiele rzeczy. Całe mnóstwo najdziwniejszych rzeczy. Mówią, że pierwszy trymestr ciąży bywa trudny. Myślałam: zmęczenie, ok, nudności, ok, nawet zapachy, ok. Ale reszta?

Dużo sytuacji mnie zaskoczyło. Nie tylko mnie. Sporo z nich wydawało się wydumanych, wymyślonych, dziwacznych. Bo rap? I angielski? Naprawdę? I może nawet niektóre z nich sobie uroiłam, jednak dopóki funkcjonowały – kto śmiałby je podważać? Przecież byłam w ciąży.

W ciąży masz rację. Nawet jeśli jesteś stale zzieleniałym i spragnionym snu, snującym się od łóżka do kanapy i z powrotem, budyniem. Wtedy szczególnie.

 

 

 

 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *