Podobne przyciąga podobne

Prawo przyciągania w ciąży
Umówiłam się ze znajomą w kawiarni. Akurat podawali moje ulubione ciacho do ulubionej kawy z ulubioną czekoladą… I alkoholem. Nie zamówiłam ani ciacha, ani kawy, ani nawet herbaty z teiną. Znajoma podobnie. Gorzej, zamówiła rooibos! Kto to pija? I wtedy mnie olśniło.

Po raz pierwszy spotkałyśmy się parę tygodni wcześniej na jednym z babskich sabatów. To te szalone inicjatywy, w czasie których kobiety przestają skakać sobie do gardeł, cięte języki zostawiają za drzwiami, a znajdują przynajmniej jeden wspólny. My miałyśmy sporo tego wspólnego. Chyba.

Ciężarówka w kawiarni

W tym czasie wiedziałam już, że jestem w ciąży, ale była to wiadomość ściśle tajna. Twardo pilnowałam zasady cichego pierwszego trymestru, który jest najbardziej ryzykownym czasem dla maluszka. Byłam bardzo ostrożna. Nikomu nie mówiłam, spałam na lewym boku (trochę na wyrost) i nie jadłam, nie piłam nic zakazanego, z kofeiną włącznie. Na miejsce spotkania wybrałam kawiarnię… z przyzwyczajenia. Z sentymentu. Z sympatii? Z głupoty chyba. Nie mogłam się nadziwić własnej pomysłowości. Kawiarnia, naprawdę?

Składanie zamówienia było trudne. Bardzo trudne. Wypytywałam baristkę o kawy bez kawy i bez kofeiny, herbaty bez herbat oraz bez teiny, najlepiej bez smaku, zapachu, i z małą zawartością wszystkiego, na teraz już wczoraj, a najlepiej wcale. Znajoma zerkała na mnie rozbawiona. W końcu zapytała (każdy by zapytał): dlaczego? Odbąknęłam, że „takie tam, dla zdrowia”.  Wiecie, ściśle tajne.

Kiedy ja wybierałam jakąś dziwną owocową mieszankę, ona zamówiła rooibos. Nie znam osoby, której smakowałby ten napar. Lekko mdły, podobno miodowy, głównie z nutką niczego i aromatem przede wszystkim wody. Za to bez kofeiny, z małą zawartością teiny, będący herbatą właściwie tylko z nazwy.

Dwie ciężarówki w kawiarni

kawa bez kofeiny

I tak siedziałyśmy. Bez kawy, bez herbaty, bez czekoladowego ciasta na talerzyku obok, z owocową mieszanką w dłoniach, z ziołową mieszanką w imbryku, z hormonami na wierzchu, sercem na dłoni, a w końcu… i łzami w oczach. Tajemnica utopiła się w herbacie. Bez teiny. Bo ja byłam w drugim, ona w trzecim miesiącu ciąży.

Ona wygadała się pierwsza (tak się usprawiedliwiam). I to jedyna osoba „z zewnątrz”, która o wszystkim dowiedziała się tak szybko. Zupełnie obca. Jeszcze zanim dowiedziałyśmy się, że to, co nas łączy, to coś zupełnie od nas osobnego, coś odrębnego niż my same, miałyśmy  bardzo silne poczucie więzi, wrażenie wspólnoty i zrozumienia. Popłynęłyśmy.

Inne kobiety w mojej ciąży

W międzyczasie dowiedziałam się, że koleżanka koleżanki, siostra kuzynki, dziewczyna ze studiów i znajoma kumpla… Że sąsiadka sąsiadki i sklepowa, że  moja dawna szkolna przyjaciółka też, że właściwie co druga – spodziewa się dziecka. Jak ja. Ze szkolną razem leżałyśmy na noworodkowym, chodziłyśmy do żłobka, przedszkola i podstawówki, miałyśmy trochę wspólnego, teraz „razem” milczymy do siebie, ale i „razem”  jesteśmy w ciąży, może „razem” będziemy rodzić? I choć od lat nie utrzymujemy kontaktu, to napisałam do niej. W ciąży jakoś łatwiej. Tak bezkarnie. Ale nie, nie będziemy rodzić wspólnie. Bez przesady. To nie scenariusz filmowy.

Ciąża jak magnes

I chyba trochę tak jest. Zachodzisz w ciążę i wszystko się zmienia. Nagle co druga kobieta na ulicy chodzi z brzuchem, razem z Tobą ogląda się za wózkami i płacze przy wystawach sklepowych. Podobnie ma połowa Twoich koleżanek. Nagle wszyscy są w ciąży, chcą być w ciąży, zachodzą w ciążę albo po prostu urosły im brzuchy.

Powiesz, to przypadek. Wiele przypadków. Całe mnóstwo przypadków jak na krótkie dziewięć miesięcy. Bo zaczynamy nawiązywać przypadkowe kontakty z przypadkowymi kobietami, tylko z powodu ciąży. I mamy mnóstwo wspólnego. Bo one też to przeżyły. A intensywne wspólne doświadczenia łączą.

Prawo przyciągania?

Zapewne psychologia ma na to jakieś sensowne wytłumaczenie. Zmienia się perspektywa, zaczynamy dostrzegać rzeczy i zjawiska, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Jakaś dziwna epidemia opanowuje Twoje otoczenie, a Ty najwyraźniej znajdujesz się w oku cyklonu. Obserwujesz jak ciąże wirują wokół Ciebie. Ja obserwowałam.

Nie wiem, czy tak samo mają inne osoby, których coś wyróżnia. Nie wiem, czy ludzie łysi, siwi, garbaci czy rudzi spotykają na swojej drodze więcej łysych, siwych i garbatych. Może tak. Może tak to właśnie działa.

To jednak trochę magiczne, kiedy prawie każda nowo poznana kobieta, poznana w najrozmaitszych okolicznościach, okazuje się być w tym miejscu, co ja. Jakby natura zsyłała mi wsparcie. Bo przyda się ono, na pewno. Bo macierzyństwo to nie taka prosta sprawa. Ale tego mam się dopiero dowiedzieć.

 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *