Bo moje dziecko jest bardziej…!

Niemowlę szybko się rozwija

Chodzi, mówi i zamiata. W wolnym czasie planuje, jak przejąć władzę nad światem. Wspominałam, że ma dziewięć miesięcy? Tak, dziewięć. Też recytuje. A Twoje? Jaką supermoc ma Twoje dziecko?

– Madzia jak miała sześć miesięcy to siedziała!
– To super… No, młody jeszcze nie siedzi.
– A powinien.
– Nie powinien.
– Powinien. Madzia siedziała.
– Dobrze, siedziała. I co z tego?
– No, szybka była, mały geniusz!
– Geniusz?
– Jak się patrzy!
– A teraz nie umie posmarować kanapki masłem?
– …

Młody miał sześć miesięcy, kiedy wywiązała się ta rozmowa. Czyli sporo, jak na Młodego. A Madzia miała dziesięć. Lat. Ale o tym, dlaczego Madzia nie umie… może trochę później.

Wyścig niemowląt

Od początku. Powiedzmy sobie wprost. Nie biorę w tym udziału. Nie i już. Nie startuję w wyścigu idealnych matek i idealnych ojców, idealnych dzieci z idealnych rodzin. Boję się, że na starcie potknę się o stertę pieluch, które stoją w przedpokoju i czekają, aż ktoś się nad nimi zlituje, potknę się, wybiję sobie zęby albo, co gorsza, umrę.

A to byłaby naprawdę głupia śmierć.

Twoje dziecko nie musi

Chodzić szybciej od Bartusia. Mówić płynniej niż Aneczka. Liczyć od tyłu po francusku do dziesięciu. No nie. Nie musi nawet siedzieć, jeśli ma sześć miesięcy, prawidłowo się rozwija i radośnie gaworzy sobie na podłodze w pozycji horyzontalnej, to nie musi. Gaworzyć też nie musi.

Niemowlę które szybko się rozwija

Tak, warto znać normy. Podstawowe ramy rozwoju niemowląt. Warto wiedzieć, kiedy, co, jak. Wiedzieć, czy należy się niepokoić, czy skontaktować się z fizjoterapeutą i tak dalej. Warto.

Ale tak ogólnie, z całkiem sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że Twoje dziecko jeszcze… nie musi. Tego czy tamtego. I wcale nie znaczy to, że inne dzieci będą bardziej.

Bardziej…

…rozwinięte, ogarnięte, mądrzejsze, fajniejsze, piękniejsze, lepiej ustawione w życiu? Bo usiądą dwa miesiące wcześniej? Albo z podpórką? Tak?

Bardziej…

…samodzielne, otwarte? Lepiej rozwinięte na szczeblu towarzyskim? Dzięki temu, że wcześniej niż Kasia ze Stasiem powiedzą sakramentalne: mama. Tak?  

Bardziej…

…cokolwiek? Bo bo czegokolwiek tu nie napiszę, na tym etapie, z tej perspektywy, dla mnie, dla niego i tak nie ma sensu?

Dzieci, które są bardziej

Są takie same jak inne. Tak samo indywidualne, tak samo rozwijające się w swoim tempie, tak samo cudowne i zwyczajne, tak samo różne, nawet. Więc czy któreś z nich będą… bardziej?

Wyścig niemowląt

Nie. Nie sądzę. Wątpię. Tak jakoś. I dziwię się, że tylu rodziców w to wpada, w tę pułapkę bycia bardziej, szybciej, lepiej. Wyścig niby nie powinien mnie zaskakiwać (wyścig rodziców? czy niemowląt?) Na co dzień wszędzie, wszyscy się ścigamy, pędzimy gdzieś dokądś (takie życie, takie czasy – mówią), gubimy pantofelki, gubimy karocę z dyni i księcia (takie czasy!)… Ale żeby ścigać się za kogoś? To prawie jakbyśmy hodowali konie, a nie dzieci. Przyjmuję zakłady.

Wyścig rozwoju niemowląt

A kiedy wstał? A kiedy usiadł? A mówi już? A je już mięsko? A pokazuje? A co potrafi? A umie sztuczki? Znacie to? Ale. Powiem Wam, tak naprawdę, tak szczerze, ta ciekawość, to dopytywanie samo w sobie, no, nie przeszkadza mi.

Naprawdę. Nie szkodzi. Ba, sama to robię. Pytam. Ot, dla rozeznania. Dla rozrywki. Z ciekawości. Dla podtrzymania rozmowy. Różne są motywacje. I, no właśnie. Bo nie o pytanie chodzi, ale o intencje. O porównania. O wyścig. O: aaa mój Grześ.

Jaki sens porównywania niemowląt?

Kiedy chodzi o tak fundamentalne (żeby nie powiedzieć proste – ale nie, nie, nie. Nie. Kto myśli, że chodzenie jest proste, niech przypatrzy się dzieciom, które uczą się stawiać pierwsze kroki! Nic, nic w tym z banału!) rzeczy jak siedzenie, chodzenie, mówienie, czyli rzeczy, które są w zasięgu każdego zdrowo rozwijającego się człowieka… to nie rozumiem, o co tyle hałasu? I tak się nauczy, żesz, przecież. Po co to napędzać?

Rodzice, którzy chcą być bardziej

Do tego stopnia, że gotowi są mniej lub bardziej świadomie, narażać swoje dzieci. Wiecie. Siedzące niesiedzące dzieci. Dzieci uczące się chodzić, za wcześnie, niepotrzebnie, z pomocą niebezpiecznych zabawek. Dzieci, których rozwój jest sztucznie stymulowany. Niepotrzebnie. Za mocno. Na dopingu.

I tak mi jakoś… smutno. Kiedy wpadam na filmik, gdzie czteromiesięczne niemowlę, tak jakby, tak trochę, siedzi. Podsiaduje. Jest siedzone. Mama głośno ekscytuje się do kamery, krzycząc: a kto to tak już ładnie siedzi, sam! Czteromiesięczny geniusz! Patrzcie, patrzcie – krzyczy. I rozsyła wszystkim znajomym. Wstawia na fejsbuka czy gdzieś tam.

A ten geniusz, pokrzywiony jak fasolka szparagowa, popychany przez mamine dłonie, buja się na przewijaku z prawa na lewa, bezowocnie szukając podparcia wśród otaczających go poduch. I nie może go znaleźć. Bo jeszcze nie umie.

Ale mama się cieszy. Bo dzieć siedzi. Pewnie zostanie prezydentem.

Nie moja sprawa

To nie jest moja sprawa. Nie interesuje mnie kiedy i w jaki sposób. Czasem mam odruch, chciałabym coś, jakoś. I czasem staję przed trudnym dylematem: powiedzieć coś, odezwać się, rzucić niby przypadkiem (bo może mama nie wie) czy jednak przemilczeć (bo może woli nie wiedzieć) lub może przemilczeć na pewno (bo żadna mama nie lubi, kiedy zwraca jej się uwagę. na cokolwiek. żadna. ja też). Co zrobić?

Wyścig dzieci czy wyścig rodziców

I tak naprawdę, w znaczącej liczbie przypadków – nie robię nic. Jeśli to nie zagraża, jeśli nie czuję, że naprawdę trzeba. W większości przypadków takie postępowanie rodziców, nawet lekkomyślne, nie będzie miało wpływu na zdrowo rozwijające się dziecko. Ono sobie z tym poradzi. Ale. Niektóre dzieci mają tendencje do zaburzeń. I wtedy warto pamiętać, że argument: a mój Grześ tak robił i ma się dobrze!” jest argumentem żadnym. Bo jeden Grześ będzie miał się dobrze, a inny Grześ gorzej. Ale to jeszcze inny temat.

Nie Twoja sprawa

Tak czy siak. Niech już Twój Staś, Grześ, Krzyś siedzi sobie kiedykolwiek i jakkolwiek. Mnie to nie dotyczy. Mojego Młodego tym bardziej. I tak naprawdę, no, ten, ludzie siedzą, siadają, w końcu. Po prostu. Prędzej czy później. Tak mamy. Że siedzimy. Raczej. Ostatnio nawet jakoś więcej, jakoś bardziej (takie czasy!).

Więc kiedy mój usiądzie, kiedy Twój usiądzie… blebleble. Bez różnicy. To jest tak samo ważne i tak samo interesujące jak oglądanie albumów ze zdjęciami na imprezach rodzinnych. Może czasem, w wąskim gronie, może być fajne. I ciekawe. Wśród bliskich, dla przyjaciół, fanatyków i tak dalej. Ale to rozrywka nie dla każdego.

Madzia, która szybko siedziała  

Madzia, która pojawiła się na początku tekstu, ma dziesięć lat. I wypadła w tym porównaniu jako przeciwwaga dla mojego Młodego, jednocześnie będąc dowodem na to, że sam fakt wczesnego siedzenia… NIC NIE ZNACZY.

Madzia nie jest chora. Po prostu. Jest odrobinę za bardzo wychuchana. Może trochę niesamodzielna. Jest dziewczynką z potencjałem, którego nie wykorzystuje. Bo czegoś nie potrafi, nie robi, boi się, nie chce. To nieistotne. Jeszcze się nauczy.

Ale. Etapy rozwoju przechodziła szybko i jej mama lubi o tym przypominać. I choć to prawda, że rozwijała się sprawnie i szybko… to co z tego? Skoro teraz wyzwaniem i trudnością są dla niej banalne czynności? 

Czy to, kiedy dziecko zacznie chodzić, ma znaczenie?

Tak naprawdę nie chodzi o Madzię. Ale o regułę. O brak reguł. Bo okazuje się, że ważniejsze jest jednak nie to, że ktoś siedzi (no, może czasem JAK siedzi, ale nie JAK SZYBKO), ale to, co jest potem. A o tym decyduje więcej czynników niż podpórka z poduszek.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *