Gdy niemowlę choruje po raz pierwszy

Niemowlę choruje

Pokruszyli się, rozwątlili jak domino, jedno po drugim. Słabość, marność, niemożliwość. Kiedy jest się mamą każdy kaszel, każde kichnięcie małego człowieka budzi niepokój. Zamieniasz się w wojownika. Jesiennego wojownika.

Dopadł nas gil. I nie, to nie ten uroczy wróblowaty ptaszek z czerwonym brzuszkiem z rodziny łuszczakowatych. Normalny, regularny, licencjonowany gil. Zdecydowanie nie uroczy. Wcale.

Przeziębienie u niemowlęcia

Rozkichał się, rozkatarzył, rozszedł. Kich do kicha i jest kicha. Po raz pierwszy w historii jego bogatego przecież życia mój mały ulubiony człowiek jest chory. A my nie mamy czasu na takie rzeczy. Przecież.

Ostatnio mamy sporo zajęć. Trochę ćwiczymy alpinizm meblowy, trochę uczymy się tworzyć impresjonistyczne obrazy na kuchennej podłodze i ścianach, inspiracje czerpiąc prosto z talerza (jedni powiedzą: blw, inni powiedzą: sztuka!), trochę dyskutujemy, o polityce, o tym co jest „be” w polityce, a co „be” nie jest i takie tam. Jakby nie patrzeć, jesteśmy całkiem zajęci.

A jednak. Młody uznał, że coś tam zmieści jeszcze w terminarzu. Mówi: mama, pora dorosnąć. Czas poznać ból i cierpienie. Jak powiedział, tak zrobił. Wziął… i się przeziębił.

Przeziębienie u całej rodziny

Dobrze, nie do końca tak było. Nawet wcale tak nie było. Nawet całkiem prawdopodobne, że było bardziej zupełnie totalnie inaczej. Więcej. Wina była po mojej stronie. Chyba. Tak sądzę, ale mogę się mylić.

Zaczęło się niewinnie. Ode mnie. Trochę porannego drapania w gardle, trochę wieczornego drapania w gardle, trochę kichu kich, okraszone niewinnym ekhe ekhe… i mam za swoje. Wszyscy jesteśmy chorzy. Cała trójka. Co lepiej, cała trójka na urlopie. Włącznie z panem tatą.

Jak lepiej najlepiej wykorzystać część cennego, ojcowskiego urlopu, w czasie którego przecież normalnie byłyby drinki z palemką, drinki na palemkach i palemki bez drinków… jak nie na chorowanie?Stópki niemowlęcia

Kiedy mama, tata i niemowlę… Kiedy wszyscy są chorzy

Gil pod stołem, na stole, na poduszce, rękawie, pod uchem, za uchem, na czole. Nagle zrozumiałam, że powiedzenie „gil aż do podłogi” nie jest metaforą. „Gil do pasa” tym bardziej. Licho mi z tą wiedzą.

Pochorowaliśmy się jak prawdziwa tradycyjna i absurdalnie kochająca się rodzina. Wszyscy. Solidarnie, regularnie i z miłością.

Sezon na przeziębienie

Nic w tym zaskakującego. Początek jesieni, jak wiemy, to dość popularny czas na chorowanie. Środek jesieni, koniec jesieni właściwie też. Wiele osób go sobie chwali, ten czas, dając wszystkim znać o swojej aprobacie, o swoim wyborze, o swojej wolności chorowania w wolnym społeczeństwie.

Tak. Chodzą i kichają, kichają radośnie na prawo i lewo, w autobusach, w sklepach, na przystankach i chodnikach, tak po prostu. Kichu kich na zdrowie ach na zdrowie dziękuję kich kich sto lat kich.

Niemowlę ma katar

I chociaż nic w tym zaskakującego… to jednak się zdziwiłam. Mój mały? Ten tutaj mały niewinny człowiek ma cierpieć smarkate katusze przez najbliższy tydzień, choć słyszałam, że u dzieci katar utrzymuje się nawet i trzy tygodnie? I za co to? Za niewinność?

Niby nic i nie ma z czego robić dramatu, ale wszyscy wiemy, katar uprzykrza życie okrutnie. Niszczy relacje, związki, zaprzepaszcza kariery zawodowe. Tak mam to dziecię słodkie w życie wprowadzać?

Czy niemowlę może zarazić się od mamy?

Ode mnie? Się zaraził? Ja wiem. Straszono mnie już przedszkolami. Żłobkami. Dziećmi z placu pod blokiem. Straszono, tym i owym, że przyjdzie, nadejdzie ten czas i będę cierpieć, wszyscy będziemy cierpieć, i wyć, i krzyczeć, i cierpieć więcej, ale… jeszcze nie teraz. I mówiono też, ze teraz cud miód sielanka swawole, bo mama przemyca odporność w mleku i mam się nie przejmować.

I co? I pstro. Tym razem nie wyszło. Kaszelki, katarki. Tu dum.

Jak maluch zniósł przeziębienie?

Świetnie. Fantastycznie. Najlepiej. Poważnie. Jako jedyna osoba z całej naszej trójki zdawał się w ogóle nie zauważać uporczywego kataru, o który potykał się, raczkując radośnie po całym domu. Kaszel stał się nową formą wyrazu, nową sylabą, nowym dźwiękiem. Nie zaobserwowałam bólu gardła, ale może dlatego, że bobas nie mówi jeszcze „ała”. Ale nie, pewnie nie dlatego.Chore niemowlę

Jedna rzecz była zauważalna. Wzmocniona mamoza. I częstsze (jeszcze częstsze, tak, możliwe) wybudzanie się w nocy. A to oznacza, że mama…

Jak wyleczyć się z przeziębienia przy chorym dziecku?

….nie może w tym czasie chorować. Nie chorować. Bo jak amerykańscy naukowcy stwierdzili, i jak europejscy naukowcy, jak moja babcia, mama i ja sama stwierdzam, twierdzę i potwierdzam, to… najlepszym lekarstwem na drobne przeziębienie jest: sen. Dużo snu. Absolutna nieskończoność niczym nieprzerywanego, nienaruszanego snu, snu do oporu. Pod kołderką, z herbatką, przy książce czy filmie, w skarpetach po kolana i piżamie w obciachowe wzorki.

Jesteś mamą? Tak się nie da.

Jesteś mamą? Nie choruj

Chorowanie nigdy nie było trudniejsze.

Chorowanie przy niemowlaku

Wstaję o pierwszej i czwartej w nocy, szóstej lub siódmej rano. Bo młody jest chory i mnie potrzebuje, bo po co mi sen, bo chyba nie chcę przecież wyzdrowieć i pozbyć się własnego kataru, i tego paskudnego drapania w gardle… No, ale tak jest.

Wstaję. I już nie śpię. Próbujemy się zmieniać ze wstawaniem, żeby to jakoś przetrwać, ale przy przeziębieniu niewiele to daje. Brak snu to brak snu. Kiedy jesteś jedynym sensownym dystrybutorem mleka w całej okolicy, to tak jakby, no, nie masz wyjścia. Chora, nie chora, wstać trzeba.

– Oj tam, gadanie, odeśpisz w dzień.

Czy odsypianie w dzień jest w ogóle możliwe?

Nie, nie odeśpię. Bo dziecko je w nocy, nad ranem i, uwaga, w dzień, tak, w dzień też je. Dziwne? Dziwne jest jedzenie w nocy, chyba że jesteś fanem nocnego nielegalnego podjadania z lodówki. We wszystkich innych przypadkach nocne jedzenie jest złe.

Tak więc wstaję. Lulam. Lulam. Przerywam lulanie, bo muszę nos wyczyścić. Czyszczę nos. Sobie, jemu, a co mi tam. Krzczy. Bardzo. Psikacze do nosa nic przyjemnego, ale jego reakcje nadal czasem mnie zaskakują. Ale już nic. Uspokajam. Lulam dalej. Już mogę oddychać. On też może oddychać, więc zasypia.

Odkładam go do łóżeczka. Odkładam siebie do łóżka i… nie mogę zasnąć. I walczę. Przewracam się. Raz drugi piąty. Na lewy prawy lewy prawy lewy bok. Wstaję po chusteczki. Po krople do nosa. Po tabletki na gardło. Na lewy prawy lewy prawy lewy bok obracam się. Sięgam po chusteczki, znowu. Jeszcze trochę się kręcę. I kręcę. I kręcę. Aż, az, aż… zasypiam.

Na całe dziesięć minut.

Z objęć snu, z obietnicy zdrowia wyrywa mnie, wyszarpuje krzyk. Wrzask. Głód. Wołaniem o mleko. To sobie pospałam.

Mamo, nie choruj

Nigdy w życiu wyleczenie zwykłego przeziębienia nie trwało tak długo. Nigdy w życiu też, będąc chorą, nie przesypiałam tak mało. Cztery godziny snu na dobę to nie jest norma sprzyjająca leczeniu. To nie jest norma sprzyjająca życiu. Hm. Może tu tkwi przyczyna.

Cóż. W każdym razie po tygodniu wszyscy czują się jak nowi. Wszyscy, poza mną. Ale kto by się tam mną przejmował. Poza mną. Więc ja… sobie dalej kaszlę. Pokasłuję. W szaliczek. Bo jesień plecień i szaleje za oknem jak pies, który wypuszczony na dłuższy spacer, cieszy się wolnością. Podskakuje, szarpie, biegnie, ucieka i raz po raz zawraca. Taka jesień właśnie.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *