Moje dziecko akrobata

Moje dziecko wspina się po meblach

Zastanawiałeś się kiedyś, jak duża jest różnica pomiędzy „już prawie chodzę” a „już prawie latam”. Ja się zastanawiałam. Głęboko. I nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego moje dziecko nie urodziło się ptakiem. Albo małpką.

Że na główkę, na boczek, z kanapy, spod stołu. Że na biurko, pod biurko, spod biurka i obok. Bam bach bum i łubudubu. Taki etap, mówią. Bach i łubudubu. Przejdzie, mówią. Musisz na niego uważać, mówią. Mówią. Co innego mają robić. Uważać – spytam – tak myślisz? – tak na głos sobie spytam, chociaż oboje znamy odpowiedź. I nie ma ona znaczenia.

Musisz uważać na niego

Nic nie robię. Nic innego. Nie jem, nie czytam, nie piorę, nie maluję, nie myślę… bo uważam na niego. Nie mam innego trybu. Bobas zawirusował mi system. Wkradł się ukradkiem, rozłożył z tyłu głowy i zaczął się rozciągać. Głębiej i głębiej. Z czasem zupełnie się rozlazł.

Rozlazł się jak myśl dręcząca. Rozpełzł się, by zawładnąć wszystkim. Stanął z butami w mojej głowie, przejął kanapę, przejął pilota, zaczął sterować programami, zaczął wyłączać programy, zaczął lizać pilota, zjadać pilota, niszczyć pilota w mojej głowie, wszystko pozatrzymywał lub w ogóle powyłączał, wykasował, rozpuścił i nie zostawił nic. Tylko siebie. Program: dzidzia. Program: uważaj na niego. Zawładnął wszystkim.

Tak sobie czasem, kiedy jestem bardzo zmęczona, myślę. Że mnie zawirusował. Ale też myślę, że to biologia. I funkcja podtrzymania gatunku.

Od leżenia do wstawania

Myślałam, że zacznie się niewinnie. Że pupka do góry, raz raz, pozycja niedźwiadka, tu tam, że będziemy przy kanapach, przy szafach delikatnie, niezauważalnie. Myślałam, że mniej lub bardziej uważnie się będziemy prostować, że do pionu powoli dniami, tygodniami, miesiącami będziemy się podnosić.

A gdzie tam.

Odkąd Młody poznał pozycję pionową, już w niej został. Nie, żartuję. Nawet położenie go spać okazało się problemem większym niż zwykle. Bo położenie wymaga poziomu. POZIOMU. Ha.Niemowlę zaczyna chodzić

Gdy niemowlę nie raczkuje

Kiedy zaczynał tuptać z nóżki na nóżkę, kroczek za kroczkiem, ja jeszcze łudziłam się, że to dopiero taki wstęp. Bo skoro raczkowania jeszcze nie ogarnęliśmy, to może te próby wstawania to dopiero taka zapowiedź tego, co czeka nas w „następnym sezonie”, chwilowa zajawka. Że, może, nie wiem, mu jeszcze… przejdzie?

Wiem, dziwnie to brzmi. Ej, matka, zamiast się cieszyć, że chodzi, to liczysz, że mu przejdzie? No dobrze, przyznaję, to trochę głupie, ale, halo, miał jeszcze czas. Za szybko źle, za późno źle. No, tak jakoś. Fajnie, że tupta, ale jednak… no.

To niesie ze sobą pewne, hum, niedogodności.

Gdy niemowlę wspina się po meblach

Pewnego razu (znaczy w środę) obudziłam się jak co dzień. Obolała, zmarznięta, niedospana, no mówię, jak co dzień. Jedna rzecz wydała mi się dziwna. Niecodzienna. Jedna. Znaczy. Ten. Brak dziecka.

Rzuciłam się do góry jak oparzona, jak w tej zabawie, że podłoga to lawa albo dywan to lawa, wiecie, znacie? No, ciężka pobudka. Ale co z tą lawą. Już mówię. U mnie akurat łóżko lawa, podłoga lawa, wszystko lawa,  wszędzie lawa, lawa, lawa, lawa, gdzie moje dziecko, lawa, halo, gdzie dziecko!

I choć opisuje się to długo, były to ułamki sekund. Ciągnęły się w nieskończoność, bo matka zestresowana i niedobudzona, a że niewyspana to jeszcze inna para ziemniaków. Ale. Te właśnie ułamki sekund dzieliły mnie od tego, by się uspokoić (zupełnie nie wiem po co) i jeszcze raz zagotować. Na nowo. Niemal w tym samym czasie (kobiety tak potrafią).

Bo znalazłam go. Mojego brzdąca. Moje dziecię, niemowlę, mojego okruszka…  Znalazłam mojego synka, chwiejnie klęczącego na biurku. Na blacie biurka. Wysokiego biurka. Bez miękkiego lądowania pod spodem. Uch! Jak?!

(… stało przy łóżku)
(…prościzna)

Gdy niemowlę chce wspinać się po meblach, ale nie może bo matka patrzy

I teraz siedzę. I czuwam. Bo choć chęci niemowlęcia są niezmierzalne (a możliwość dość ograniczone) to możliwości matki często skupiają się na tym, że… pilnuje. I czuwa. Leży. I czuwa. Czuwa. I czuwa. Nad, pod, obok, czuwa, łapie, chwyta. Czuwa, czuwa, czuwa. I obcałowuje, co niedoczuwała. Bo czasem się nie da.

 

Wtedy płaczemy.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *