Naucz go spać w hałasie! Założenia kontra rzeczywistość – część II

Dziecko śpi w poduszkach

Bo mój syneczek to śpi w hałasie – wyjaśnia znajoma – od samiusiego początku go uczyłam. Widzisz, jaki grzeczny? I dużo śpi, dużo. I w domu mogę wszystko zrobić. Bo nic go nie budzi – na dowód wysyła zdjęcie śpiącego sebusiabrajankajanuszka czyjakmutam – Widzisz, gdybyś robiła tak jak ja…

Jak głośny może być dźwięk bosej stopy odrywanej od posadzki? Szelest kartek? Skrzypienie kanapy? Szept? Tak. Jeśli jesteś rodzicem, pewnie uśmiechasz się pod nosem. Bo Ty już wiesz.

Głośny. Bezlitośnie, paskudnie głośny. Co najmniej tak głośny jak głośny jest krzyk dziecka, wyrwanego nagle ze snów o mleku, kąpieli w mleku, stopach w mleku i lataniu po łące. Zrozpaczony. Donośny. Mocny. Mocny jak stary dąb. I jak moje postanowienie, że od dziś tylko dywany. Że od dziś tylko wygłuszone pokoje. Obite pluszem. Bez klamek (to dla mnie).

Założenia kontra rzeczywistość

Założenia są proste. Żeby maluch spał dobrze zawsze i wszędzie, powinien nauczyć się spać w… tak, w łóżeczku, to też. I na wygodnym materacu, najlepiej, wiem. Ale ja nie o tym. Powinien spać… w hałasie.  Tak. Takie zjawisko dźwiękowe. Przeciwieństwo ciszy.

W hałasie, wśród gwaru, szumu i życia. Z dala od sterylnej bańki, która przekłamuje rzeczywistość. Z którą nie będzie mógł się pogodzić. Nawet jak już dorośnie. Przez którą będzie musiał wydawać całe swoje kieszonkowe na stopery do uszu. Żeby spać. Zgrozo!

Mówili: Trudna przyszłość go czeka, jeśli go nie przygotujecie! Nie róbcie mu tego. Biedne dzieci, którym dano spać tylko w ciszy. Mówili: niech się przyzwyczaja! Niech świat się tłucze, wyje, dzwoni, mruczy. Muzyka gra, kotlety skaczą, pralka tańczy. Im szybciej tym lepiej. Zobaczycie, będzie spał.

Uzbrojeni w nową wiedzę, postanowiliśmy: nie będziemy przy nim chodzić na paluszkach. Nie będziemy. Nie.

Jak nauczyć dziecko spać…? Nasze początki

Początki były proste. Jak założenia. No. Prawie. O tyle, o ile prostym można nazwać fakt wybudzania się malucha średnio co godzinę, dwie – i to prawie przez całe pierwsze dwa miesiące. Jednak to nie dźwięki stanowiły kłopot. To ten typ. Typ ssaka. Bezsmoczkowa przylepa. Towarzyska. Wiecznie głodna.

Ale ale. Hałasy nikomu nie przeszkadzały. Muzyka w tle, głośne rozmowy, stukanie naczyń czy nawet dźwięki bitwy w najnowszym odcinku Wikignów – nie wzruszały małego. Sen, jeśli już zaistniał, to był.

Założenia spełnione, prawda?
Plany zrealizowane, prawda?
A rzeczywistość ze śmiechu pęka jak balonik pogłaskany igłą.

Co budzi mojego synka?

Trudno mi powiedzieć, kiedy to się zmieniło. A zmieniło się wszystko.

Czy chodzi o typ dźwięku? O dostawcę dźwięku? Bo, tak, dostawca ma znaczenie. I (ozgrozo!) najczęstszym powodem budzenia się małego jest… jestem ja. Poważnie. Aż głupio być. Czasem.

Czym go budzę?Dziecko nie śpi, bo piję kawę

Co go nie budzi? Założenia poszły w las… jak nauka spania

Tym, że coś strącę, potrącę, stuknę. Albo lepiej. Że śpię, za długo śpię, za krótko śpię, nie śpię wcale lub nie śpię jeszcze. Że obok leżę lub że nie. Że oddycham, wzdycham, kichnę. Że jestem. Że mnie nie ma. Wydam dźwięk, sprowokuję szelest, brzdęk… On wie, że to ja.

Dzidziusie mają jakiś dodatkowy zmysł. Założę się, że tak jest. Superzmysł „mama”. Wyczuwa wszystkie działania, które w jakikolwiek sposób bezpośrednio wiążą się ze mną. I musi, po prostu musi, zareagować. Zawsze. Choćby spał snem najsenniejszym. Ot co.

I są, bo muszą być, są takie dźwięki, z którymi nie umiem sobie poradzić. Które trudno uprzedzić. Które…

Strzelające kości

Kostki właściwie. U rąk, nóg. Skrzypiące kości. Prostujące się ręce. Łokcie. Nogi. Palce. Strzelające. Pif paf. Kiedy go odkładam. Kiedy się oddalam. Kiedy on śpi, a ja próbuję się po cichu, po cichutku ewakuować się jak ninja. Ninja, ehe. Ninja z reumatyzmem. Nic nie brzmi donośniej.

 Odgłos bosej stopy…

…odrywanej od posadzki. Kiedy stoję przy łóżeczku tak długo, że zdążyłam się do tej posadzki przykleić. Przytwierdzić. Wrosnąć. Plaaaaask. Plask, który odzywa się przy podnoszeniu stopy, zaskakuje nawet mnie.

Teraz jestem mądrzejsza. Kapcie. Dywany. Skarpety. Miękkie, ciche, bawełniane skarpety. Wygłuszające rzeczywistość.

Kichnięcie

Ale nie byle jakie. Kichnięcie mamy, koniecznie.

Na spacerze, na przykład. Mieliśmy już okres zupełnego braku snu na spacerach, teraz się normujemy, wracamy do trochę-spania. Ale ale, norma normą, a mama mamą. Jednak.

Idziemy. Mały śpi. Idziemy. Para kłóci się na ulicy. Mały śpi. Remont w budynku obok. Mały śpi. Klakson. Idziemy. Mały śpi. Młot pneumatyczny na chodniku. Mały śpi. Aż tu nagle… mama kichnęła.

Tak. No tak.
Obudził się. Dziecko śpi w łóżku rodziców

Dlaczego dziecko się budzi?

To nie jest moja wina, że się budzi. Po prostu się budzi. Po prostu jest wrażliwy. Po prostu… to normalne.

Dlaczego dziecko się budzi? Bo się budzi. Bo żyje. Bo tak.

Zresztą, znacznie bardziej niepokojące byłoby, gdyby się nie budził. Wcale. Nie?

Gdybyś robiła tak jak ja

Kochana Inna Mamo Innego Dziecka w Innej Sytuacji!

Cieszę się, że Twoje dziecko śpi. Jeśli uważasz, że to zasługa spania w hałasie, w porządku. Jeśli uważasz, że gdybym robiła tak jak Ty, to…

To nie. Nie masz racji. Dzieci nie działają według ściśle ustalonego uniwersalnego schematu. Zresztą, próbowałam. I można. Można korzystać z podobnych metod, ale wierz mi, gwarancją Twojego „sukcesu” nie jest metoda, nie sama w sobie. Nie tylko ona.

Wpływa na to szereg innych czynników. Różnimy się. A nasze cechy niewspólne i nietożsame są nieskończone.

Co jeszcze…

Tak więc, pomimo starań, pomimo nauk, pomimo „przyzwyczajania” do dźwięków od małego… No, lipa. U nas się nie sprawdziło.

Dźwięk na niego działa. Ja. Ja na niego działam. Oczywiście nie tylko ja. Ale na mnie wyczulony jest wyjątkowo.

Co poza tym? Mamy cały wachlarz odgłosów, gotowych go obudzić w każdym momencie, pełen komplet dźwięków, w których możemy przebierać. Nagłe, głośne – są najlepsze. Na spacerach nie robią na nim takiego wrażenia, ale w domu,  ho! Uderzenie zamykanego okna, trzask plastikowej butelki, brzęk domofonu…

Tak. Tak rodzą się historie, mrożące krew w żyłach. Do twórców horrorów! Jeśli bylibyście zainteresowani współpracą, mogę napisać więcej scenariuszy. Jakich scenariuszy? A, samo życie!

Historia z jednym aktorem. Aktor nie przeżył

Śpi. Mały śpi. Wreszcie, nareszcie, w końcu. Powoli, najdelikatniej jak potrafię, układam go w łóżeczku. Ramię wysuwam subtelnie, jak gdybym próbowała przesmyknąć się obok czasu, jak gdybym głaskała powietrze. Główka opada swobodnie. Śpi.

Niespiesznie podnoszę się. Prostuję. Odrywam dłonie od jego słodkiego, miękkiego ciałka, w napięciu wstrzymując oddech. Puszczam. Jest sam. Śpi. Wdech. Wydech.

Mogę iść. Mogę. Idę. Iiidę. Iiii… Dzwoni domofon.

– Dziń dybry, psze Pani, psze otworzyć drzwi? Ulotki! Mgę zstawić w kla…

Krzyk.

Sprawdź także

2 komentarze

  1. Odkąd urodził się Staś wszystkie moje top listy na Spotify to albo white noise i pochodne, albo (tych jest więcej) ocean waves. Staś potrafi zasnąć po kilkunastu sekundach noszenia wokół telefonu, z którego lecą te zagłuszające dźwięki. Bo chyba o to w nich chodzi, żeby po pierwsze przypominały mu warunki, w których spędził 9 miesięcy, a po drugie, żeby nie docierały do niego hałasy z zewnątrz.

    1. Testowaliśmy. I suszarki, i pralki, i nawet wiertarkę sąsiadka, bo akurat sezon remontowy. Zazdroszczę ludziom, którym miś szumiś (albo najprostszy szum z jutuba!) ratuje tyłki ❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *