Spacery z dzieckiem. Przyjemność czy wyzwanie?

Dziecko nie lubi spacerów

Wiem, że to nie jedyny taki przypadek. Wiem, że jest nas więcej. Wiem, że codzienne spacery z dzieckiem czasem graniczą z cudem. Wiem, że… no. Bywa.

Spacery. Temat rzeka. Temat ocean. Rwący porywisty ocean, żywioł w czasie sztormu, w czasie klęski żywiołowej, w czasie… który nie ma końca. O czym ja miałam? A, spacery. Tak. Katastrofa.

Wózek spacerowy rozwiąże problem, zobaczysz!

Kiedy mój mały płakał w gondoli, słyszałam: oj, bo nie widzi! Usiądzie, będzie świat oglądał, będzie się cieszył.

Kiedy wózek spacerowy zagościł u nas na dobre, choć młody jeszcze nie siedział, słyszałam: oj, bo jeszcze na płasko, na leżąco. Jak usiądzie, będzie świat oglądał…  zobaczysz!

Dzieci lubią spacery. Wszystkie dzieci lubią spacery, przecież! Mówię Ci. Moja szóstka, każden jeden, spacerki chodzenie, powietrze i wiatreki, lubiały, no! Jak boga kochom!

Ciepło, zimno, w lewo, w prawo, do przodu, do tyłu… rozwiąże problem, zobaczysz!

Kiedy młody nauczył się samodzielnie siadać, a ja odważyłam się sadzać go wyżej, wyżej, aż do pełnego pionu, a mimo to, on nadal płakał, słyszałam: zimno. Może przykryj czymś, kocykiem jeszcze? Albo coś?

Wózek spacerowy z niemowlęciem

Kiedy i to nie pomogło, usłyszałam: może obróć? może chce cię widzieć? może nie chce cię widzieć? a może wiatr? może zabawki? może nowe? może coś do rączek? może może może może….

Dzieci lubią spacery, mówię ci, spróbuj a zobaczysz!

Ehe.

Kiedy pomimo siedemnastu kocyków, osiemnastu nowych zabawek, skomplikowanego systemu grzewczo chłodzacego… Pomimo masażu stóp zsynchronizowanego z karmieniem na żądanie, wachlowaniem, ocieraniem potu z czoła, pomimo wędrowanego teatru zamówionego na czas spacerów wokól domu, pomimo, pomimo, pomimo.

Pomimo stawania na rzęsach, głowie, na kołach wózka i kładzenia się pod nimi na przemian, bo może mnie sam przejedzie, rozjedzie, z górki weźmie, zjedzie, na płasko raz a porządnie i już nie będę musiała z tym walczyć. Pomimo tego wszystkiego wciąż nie dochodziło do mnie najprostsze. Najbardziej oczywiste.

Nie każde dziecko lubi spacery

Powiedzieć, że młody nie lubi spacerów to jakby powiedzieć, że rekinowi nurek nie przypadł do gustu. Po tym, jak go pożarł. Nienawiść mojego dziecka do wózka, do najmniejszej możliwości posadzenia w tym piekielnym wehikule, w tej maszynie zła jest równa fali hejtu w internecie pod finałowym odcinkiemTap Madla. Uch!

Wózek nie. Nie i już. Zuo. Zuo wcielone. Siedzenie w domku cacy, bawienie się z mamą cacy, zjadanie książeczek cacy, wychodzenie ca…zło. ZŁO. Wcielone, ziejące ogniem, z ogromnymi wózkowymi kołami. Strach ma wielkie koła, powiedziałby mój dzidziuś, gdyby mu się chciało.

Ale spacery to podstawa, mówią. Dziecko trzeba uodparniać, mówią. Nie może być tak źle… Ha. Ha. Ha. Dobra.

Codzienne spacery z dzieckiem to klucz szczęśliwego czegoś. Nie wiem czego

Więc ja, matka najgorsza, ja go w ten wózek wsadzam. Na tysiąc sposobów. Na tysiąc podstępów. I idziemy. Wychodzimy. Jesteśmy na zewnątrz. Hej, idziemy! A co.

Spacer z niemowlęciem w wózku

Do najbliższego zakrętu.

Bo. Aaaa! Boli gryzie pali w pupkę, ała ała ała, mamo wyjmij, AŁA AŁA, mamo zabierz mnie stąd, ratuj mamo, mamo, mamo. MAMO, maaaurgdgryrb (niezrozumiały ryk).

Bo już mówi: mamo. Albo mama. I jestem zmuszona reagować. Bo do mnie mówi. Oboje to wiemy. Ja i ten Pan na placu zabaw, która patrzy na mnie oskarżycielskim wzrokiem. Cóż.

Dziecko na rękach, wózek w ręce, spacery z dzieckiem, heja!

I znowu go niosę. I znowu brakuje mi rąk. Mój kochany worek ziemniaków. Bardzo duży worek. I bardzo wiercący się worek. Z myszami w środku. Boże, jakie ma szczęście, że ja kocham ziemniaki.

Więc niosę. Młodego w jednej ręce, wózek w drugiej (jedną ręką się prowadzi, droga pani, małym palcem, tak lekko – zachwalają sprzedawcy. FIGA. FIGA Z MAKIEM, Z CAŁĄ STERTĄ MAKU!). Ale próbuję. I próbuję. Ne wychodzi. Poprawiam.

Więc. Dziecko niosę jako tako, wózek popycham biodrem, torbę z ramienia z zakupami (szalona) przewieszam sobie przez szyje i czołgam się, jako tako się, czołgam, czoł…

Finał spaceru końcem męki?

Gdybym była ośmiornicą na pewno byłoby prościej.

Bo niby już, już jesteśmy na miejscu. I niby już po wszystkim. Bo tylko o to chodziło. Byle do domu. I to przecież nie było takie złe. Aż takie, nie? Byle do domu. Byle do jutra.

 

(Chyba, że może będzie smog!)

 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *