Najlepszy sposób na zimowy relaks. Jak ogrzać…

Romans z herbatą w tytule

Uspokaja mnie. Ciepło w dłoniach, zapach zimy, słodycz. Znasz to uczucie, kiedy nic nie trzeba, a wszystko, co kochasz mieści się w Twojej głowie? Albo w dłoni. Ile herbat potrzeba, by zastąpić słowa?

Tak mam. Wieczorami chowam się pod kocem, wystawiam rękę, ręka to podstawa, trzymam tykwę, czarkę lub filiżankę, kubek… I czuję, że dobrze. I że dobrze zawsze. Kiedy ściskam kubek jaśminowej, czuję bardziej. Albo gdy na parapecie parzy się wiśniowa. Przy łyku zielonej i z rooibosem w planie. Siedzę, nic nie robię, mam się dobrze. Nie wiem, jak to działa. I nie muszę. Wcale.  

Romans z herbatą w tle

Mam do herbat stosunek absolutnie miłosny. Do relaksu z dzbanuszkiem, który parzy palce. Do poranków w pośpiechu trącanych termosem. Parują mi oczy. Nic nie widzę. Czas. Staje.

Czarna herbata czy zielona herbata?

Herbata kojarzy się domem. I kiedy wychodzę, mróz szczypie policzki, liże po paliczkach, rozsiada się w stawach, herbata jest domem, schowanym w termosie, może być kominkiem i namiastką koca, śladem termoforu przy okrytrych stopach. Nie zawsze tak było. Wszystko się zaczęło…

Chcesz herbaty, spytał

Jeden z tych wieczorów, kiedy nie wychodzi. Kiedy z nieba kapie, obiad się przypala, humor pod kanapą, rozdeptany kocur. Chcesz herbaty, spytał. I chociaż nie chciałam, sama nie wiem czemu… tak, chcę, powiedziałam.

Rutynowe picie czarnej herbaty

Nie lubiłam herbat. Naprawdę. To znaczy, no, piłam. Ale. Zawsze czarną. Bez cukru czy miodu, bez cytryny i chęci. Nie, że ulubiona. Każda, byle jaka, byle nie za mocna, byle czarna, ciepła. Matko, aż mi głupio.

Czy próbowałam to zmienić? Pewnie, że… nie.Owocowa? Bleh. Czy zielona? Fuj. Czarna? Jak już musisz. Dla ciepła, jak zapałkę, jak na znieczulenie, bez sensu, bo nie działa, na pewno nie taka. Bez smaku, bez sensu. Taką sobie piłam. Nudną. Niedobrą taką.

Wyobrażam sobie siebie, jak w tamtych czasach wchodzę do herbaciarni i mówię: dzień dobry, poproszę herbatę. Jaką? Nudną taką, najnudniejszą jaką macie, najlepiej niesmaczną właściwie. Będę wdzięczna.książki i herbata na relaks

Ja wiem, że są gusta, gusta i guściki. Ale. Godność, panie! panowie!  tu chodzi o godność. Rutynowe picie czarnej herbaty do śniadania, na dzień dobry, dobranoc, picie bez pragnienia i bez wyobraźni, powinno się karać.

Picie herbaty zimą

Zima ma swoje prawa. Niepisane tradycje. Przyprawy, napoje, cynamon, czekolada. I grudniowe grzańce, najlepiej z jarmarków, na dzień dobry kawa, na dobranoc kawa, gdzieś tam ciepły kompot, może ciepłe mleko. I to wszystko dobre. I to wszystko działa. Ale ponad wszystko. Gdzieś tam zawsze czeka. Herbata. Nic nie poradzę. Mówiłam, związek absolutnie miłosny.

Dlaczego warto pić herbatę?

Kiedy więc on spytał, czy herbata. I spytał nie wiem czemu, bo nie znaliśmy się dobrze, bo to było dawno, choć o tej porze co teraz, porze roku znaczy, bo to zimą było. I kiedy on spytał,  czy ja, ta herbata, czy dziś dla mnie teraz, w ten dzień zupełnie nietaki, w ten dzień, kiedy niebo płacze, obiad przypalony, humor rozdeptany pod kanapą kocur, czy chcę. I ja powiedziałam: chcę, choć nie do końca chciałam.Romans z herbatą w tytule

I kiedy mi ją podał, a ja się zupełnie nie znałam. I byłam zielona, bardziej zielona niż ta herbata. I pomyślałam, smakuje jak kisiel. I powiedziałam: kisiel. A on się uśmiechnął. I wypiłam całą.

To wtedy się zaczęło.

Herba teraz

Lubię, naprawdę lubię. Herbata działa. Pobudza, orzeźwia i te wszystkie bzdurki, które można przeczytać na opakowaniach, to też. Na mnie działa.

Znalazłam w sztuce herbaty przyjemną abstrakcję. Którą można poczuć.  Eksperymentować. Eksperymentujemy. I pijemy, razem. W chłodne zimowe i rześkie wiosenne. Rozlewamy, chłoniemy. Sączymy napary. Pod kocami, na kanapie, myśląc czasem słowa, których już nie trzeba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *