Byłam mamą noworodka. Opowieści pisane nocą

O pierwszej, drugiej, trzeciej, trzeciej trzydzieści. Wstawałam. Niezłomna bohaterka pobudek nocnych, ja matka. Wstawałam i karmiłam, i bujałam, i tuliłam, i karmiłam, i tuliłam, i tak dalej. Czasem zasypiałam, nie kładąc się z powrotem. W głębokim fotelu z maluchem w objęciach, opatulona kocem, okryta zmęczeniem. I teraz, czasem, zastanawiam się – jak ja to przeżyłam?

Naprawdę często. Wstawałam. Naprawdę dużo. Nie spałam. Naprawdę niewiele pamiętam z tego okresu. Ale to, co utkwiło we mnie naprawdę głęboko to… że nie było tak źle. Jak to?

Magiczne moce mam noworodków

Nie wiem, jak to działa. To znaczy, właściwie nie, trochę wiem, trochę się domyślam. Ale i tak się dziwię. Że trochę biologia, trochę hormony, adrenalina i prastara magia naszych przodków, zaklęta w drzewach, przekazywana z wiatrem sprawiła, że mogłam to wszystko udźwignąć. Jakby cały wszechświat bardzo starał się przekonać mnie jako nową, świeżą matkę… że dam radę. Że mam siłę.

Teraz nie wiem, jak to było możliwe.

Różnica między noworodkiem a niemowlęciem…

… jest ogromna. Kolosalna. Absurdalnie olbrzymia. Jasne, zależy o jakim niemowlęciu mówimy, ale przypuszczam, że zawsze jakaś – mniejsza, większa – różnica jest. Powiedzmy, że takie półroczne niemowlę. Siedmio-, dziewięciomiesięczne może. Ono. Działa. Inaczej. Niż dwutygodnie dziecko. Ja też. I głównie o to chodzi. O mnie. Pierwiastek „mama”.

Jak często Twój noworodek budzi się w nocy? Mój często

W pierwszym tygodniu, dwóch, trzech wstawałam dużo. Naprawdę dużo. Wstawałam pięć, osiem, dwanaście razy w ciągu nocy. To nie jest wyolbrzymienie. Liczyłam. Miałam notes.

Czarny, podniosły notes chwały. Głęboki i niezmierzalny jak moje swawolnie dryfujące o czwartej nad ranem myśli. Dryfujące w pustce. Te myśli.Nocne pobudki noworodka

W notesie zapisywałam godziny karmień. Przez pierwsze dwa tygodnie. Dziś patrzę na te strony, zapisane cyferkami, godzinami, nieludzkimi chorymi godzinami strony, z podziwem. Z podziwem i niezrozumieniem. Chyba oprawię je w ramkę. Wręczę mu na osiemnastkę.

Nocne wstawanie przy noworodku

Naprawdę wstawałam. Nie, że otwierałam oczy i wciągałam mój kwilący kokonik do łóżka. Bo mogłam. Miałam dostawkę. Ale nie. Ja byłam twarda. Jak deska. I uparta. Jak deska.

Otwierałam oczy, podnosiłam nogi (własne), stawiałam je na ultramiękkim dywaniku przy łóżku (bo podobno to lepiej nastraja do wstawania, a nastrojenia potrzebowałam niemożliwie mocno) i wstawałam. Brałam dzidzię w objęcia i hop na fotel. A, no właśnie, fotel.

Niezbędnik świeżo upieczonej matki: fotel do (nocnego) karmienia

Mocne postanowienie nie-spania z dzieckiem w jednym łóżku plus celowy zakup super fotela do karmienia (wiecie, tego fotela, TEGO, co mają go już wszyscy, taki model, który ocieka kolorem, pogodą ducha i subtelną sugestią: usiądź na mnie tuterazjuż i zostańzemnąnazawsze, będziecudnie) mocno utrzymał mnie w moim postanowieniu. Przez długi czas.

Siedziałam, karmiłam, spałam, karmiłam, budziłam się, karmiłam. Wstawałam, kładłam, wstawałam, kładłam, wstawałam… O losie, jak cudnie, że to już za nami.

Nocne wstawanie przy dziewięciomiesięcznym niemowlęciu

Już nie jestem mamą noworodka. Mam pod opieką niemal dorosłego dziewięciomiesięcznego mężczyznę, który jeszcze trochę, a nauczy się liczyć do stu od tyłu po francusku. I płacić za mnie rachunki (bo czemu nie).

Ale nie. Dążę do tego, że on się zmienił. I ja się zmieniłam. Wszystko wygląda inaczej…

Nocne wstawanie. Historia prawdziwa

(szturch szturch)
(szturch szturch)
(SZTURCH)
– Płacze – słyszę komunikat z głębi mroku.
– …uurgbr – odpowiadam.
– No płacze – brzęczy uparcie.
(jak to wyłączyć?)
– …uurgbrgr! – odpowiadam!
– …?! – poszturchuje mnie w ciszy.
Poszturchuje aż się budzę.
– No tsoo weeeź – seplenię.
Ktoś wierci się dalej.
Ktoś wstaje.
Wraca (nie sam).
Wciska mi dzidzię w ramiona.
Śpimy.

To już prawie rutyna. I nie mam już siły z tym walczyć. Tak jakoś.Czy odpuściłam? Tak, trochę. I jak sobie tak myślę o moim postępującym macierzyństwie, to zaczynam wierzyć, że macierzyństwo to jednak sztuka odpuszczania. Sobie samej. Czy to ma sens?

Odpuściłam, ale nie poddałam się zupełnie. Wciąż uparcie dążę do tego, żeby mały spał u siebie. Trochę mi wychodzi. Usypiam go na  miejscu, nawet jeśli zajmuje mi to długie tygodnie, miesiące czy lata (teraz przesadzam). I zasypia u siebie. I śpi u siebie. Do czasu pobudki. Zazwyczaj około trzeciej. Czasem wcześniej.

Dlaczego nocne wstawanie przestało działać?

Nie wiem. Nie mam pojęcia, dlaczego. Nie mam na to siły. Dni pochłaniają całą moją energię. Jak to się dzieje? Ot, dorastanie chyba.Mieszkanie z noworodkiem

Ścigam tę moją radosną kupkę miłości po całym mieszkaniu, raz po raz wyciągając tę miłość ze wszystkich szpar, szczelin i szaf, próbując przy tym niczego i nikogo nie uszkodzić. Bez przerwy.

Kiedy był noworodkiem mieliśmy jednak ten dziwny czas na (teraz to przyznaję) wspólne, hum, odpoczywanie to za duże słowo, powiedzmy, wegetowanie. Również musiałam bez przerwy mieć go na oku, również musiałam cały czas na niego uważać, ale jakoś tak… Jeszcze umiałam gromadzić zapasy energii na nocne wstawanie. Już nie potrafię.

Okres noworodkowy kontra okres niemowlęcy

Mam mniej siły, mniej energii. Tajemnicze, sekretne moce, które czerpałam chyba z gwiazd, jak by się wyczerpały. Jakby ktoś mnie odciął. Nie opłaciłam rachunków, nie złożyłam należytego hołdu matce naturze, wiewiórki w ofierze czy cokolwiek, nie wiem. Skończyło się. Już nie wstaję.

I choć z tego powodu śpię o wiele gorzej, bo nie należę do grupy matek, które z dzieckiem u boku potrafią się wyspać, to nadal cieszę się, że okres noworodkowy już za nami. Byłam mamą noworodka. I to był naprawdę trudny czas. Teraz… teraz jest lepiej. Jest cieplej. Czulej.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *