Cała prawda o macierzyństwie

Prawda o macierzyństwie

Odkąd się pojawił, nie mam życia – napisałam ja nigdy. Wróć. Odkąd się pojawił, nie wiem, jaki jest dzień tygodnia, nie widuję ludzi, których widywałam wcześniej i chodzę spać przed północą – ale mam życie. Inne. Różne od wyobrażonego, trudniejsze od wymarzonego, lepsze od pożegnanego. Oplute, wygniecione, piskliwe i szczere. I czasem myślę, że najlepsze z możliwych.

Dwa miesiące za nami. Trzy? Kilka wiader przelanych płynów ustrojowych, wiele godzin śmiechu, kilkanaście do kilkudziesięciu (więcej?) godzin łez, setki (setki, tak, co najmniej setki) przebranych pampersów, mnóstwo niezastąpionych spojrzeń. Jak słodko.

Chcecie poznać całą moją najprawdziwszą najprawdszą prawdę o macierzyństwie? Chcecie wniosków wyklutych po długich bezlitosnych trzech miesiącach (ekhe ekhe) bycia mamą. Bez cukru, lukru i miodu? Proszę.

1. Nie wiem wszystkiego

Może mam zwichniętą intuicję, bo „matka zawsze wie…”, ale ja nie wiem. Może powinnam wysłać się do intuicjologa, ale naprawdę zdarza się, że nie rozumiem, dlaczego mały płacze. Nie, babcie spod bloku też nie wiedzą, choć wydaje im się inaczej. Kiedy wszystkie znane sposoby zawodzą, tulę do skutku (i skutkiem nie jest zaduszenie z miłości).  Nie, nie zawsze pomaga. Kolki?

2. Tęsknota za wysiłkiem intelektualnym

Myślenie w deficycie. Mam. A chcę. Rozwijać się. Obudzić mózg, który zaczyna zakwitać pąkami niemowlęcej nieskalanej niewinności. Chcę do pracy. Chcę czuć radość zalegających na barkach projektów, złościć się na szefa, nienawidzić poniedziałków. Oddajcie mi poniedziałki. Oddajcie nienawiść do poniedziałków. Proszę.

3. Pasje. Jak upchnąć pasje dziecko WSZĘDZIE?

Próbuję się ratować. Tworzę prawdziwe kombo. Zespoły pasji. Komplety, gwiazdozbiory, hierarchie pasji nierozwiniętych i uśpionych. Upycham je wszystkie w jednej tematyce, bo na inną nie mam miejsca. Aktywizuję się i działam, żeby czuć, że mam coś poza. Na potęgę piszę, fotografuję, czytam, śpiewam. O dziecku, dziecko, dziecku, do dziecka. I chciałabym wrócić na jogę. Gdzie joga z dzieckiem? Bo różnorodność przede wszystkim.

4. Nie stałam się bałaganiarą, tylko priorytety stanęły na głowie

Wszystko stało się nieważne. Brudne naczynia, niezasunięte zasłony, skarpety na stole, niezapłacone rachunki i potłuczone kryształy z zastawy babci – nie robią na mnie wrażenia. Niech się tłuką. Ma być sucho w pampersie i pełno w brzuszku, to się liczy. Nie mam czasu, żeby się rozdrabniać. Jestem mamą.Moje macierzyństwo - wnioski

5. Nieodpisywanie na wiadomości

Trzeba to napisać. Chciałabym przeprosić wszystkich, którym nie odpisałam na gratulacje po porodzie. I tych, którym zamiast życzeń urodzinowych wysłałam „najlepszego, dopiszę później!”… i nie dopisałam. I tych, którzy pytali, kiedy wracam do robienia sesji zdjęciowych (przepraszam, mam aparat, ale nie mam mózgu ani rąk, za rok?), ale nigdy nie dostali odpowiedzi. I tych, którzy na pytanie „co u ciebie”, otrzymali w odpowiedzi zdjęcie uśmiechniętej buźki synka. Ale co tam, mam dziecko. Wiecie, że mam, nie?

6. On JEST najpiękniejszy

Nie wiem, jak się z tym kłócić. Ty też nie próbuj. Tak po prostu jest. Nie wiem, czy to jakiś silny biologiczny narkotyk, ale działa świetnie.

7. Nowe pojmowanie czasu wolnego

Normalnie nie mam na to czasu. Ale. Kiedy do domu wraca pan tata i chcemy podzielić się obowiązkami… Pranie, sprzątanie, zmywanie? Chętnie! Zakupy? Pierwsza! Usypiasz czy zmywasz? A mogę jeszcze powiesić pranie? Odpocznij z nim sobie, ja powieszę. Skoszę trawę i naprawię dach! Tylko z nim posiedź…

8. Googluję jak szalona

Nigdy wcześniej nie wpisywałam tylu zapytań w wyszukiwarkę. O wszystko! I choć biorę poprawkę na to, co ona wypluwa, to jednak, no, robię to. Jak inne matki. Od „on kicha!” przez „kocyk do wózka” po „gdzie na kawę z dzieckiem”. O, to ostatnie szczególnie. Z dopiskiem „płaczące”.

9. Bywam naprawdę zmęczona, ale…

To fenomen. Mogę mieć dość. Mogę nie jeść, nie spać i nie czesać się, mogę padać na twarz i powieki trzymać na zapałkach, ale… nadal mam siłę śmiać się w głos tylko po to, żeby on uśmiechnął się do mnie. Naprawdę. I nie wiem, jak to działa.

***

Pisząc to, znów nie wiem, jaki mamy dzień. Słoneczny (oby), radosny (wierzę), suchy (na pewno) i piszczący (zawsze). A reszta niech się dzieje.

I może robię się sentymentalna, może macierzyństwo to kawał ciężkiej harówy, przyznaję, ale to najlepsza harówa, jakiej doświadczyłam. I najsłodsza.

Im dalej w macierzyństwo, tym więcej…Moje macierzyństwo

… radości, smutków, płaczków, problemów i zachwytów. Więcej wszystkiego. Początki były trudne, dotychczas chyba najtrudniejsze. Teraz? Robi się cudnie. Choć wiem, że to się jeszcze zmieni. Bo codzienność, choć spowita rutyną, rutynowo zaskakuje nas co rano.

Chciałabym napisać CAŁĄ PRAWDĘ O MACIERZYŃSTWIE, w której obalam wszystkie słodkopierdzące teorie o matkach, dla których uśmiech dziecka po nieprzespanej nocy jest najlepszym, co być może… ale nie mogę.  Bo to jest najlepsze, co być może.

Taka jest moja prawda o macierzyństwie.

Taka prawda właśnie.

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *