Jak zachować wspomnienia? Jak zamrozić radość w czasie?

Nostalgiczne zdjęcie jesienne

Muska mnie kruchą nieporadną łapką. Błądzi po oczach i ustach, we włosach znika, muszę go wyplątać. Jest porannym ziewnięciem, niedokończonym zdaniem. Grymasami rozplątuje codzienność. Codziennie od nowa.

Popołudnie jakich wiele. Zapach kawy. Półmrok. Trochę deszczu.

– Pamiętasz? Jaki był malutki?
– Co? Mój? A weź, kiedy to było?
– Coś musisz pamiętać. Jakieś większe rzeczy?
– Hm.
– Pierwszy kroczek? – dociekam – słowo?
– No, były, tak, na pewno były. Może „mama”? – rzuca. – No nie bardzo.

Filiżanka zadzwoniła o spodek. Odstawiam kawę. Żeby pamiętać?

Czas, którego nie ma i nigdy nie było

Wszystko, co wcześniej słyszałam o uciekającym czasie, teraz wydaje się mrzonką. Małą, niepotrzebną mrzonką. Żartem ludzi wolnych. Niezobowiązanych.

Nie mam czasu na wiele rzeczy. Dobrze, na prawie wszystkie. Ten drań – czas – on już nie ucieka. On nawet nie pędzi. W zasadzie w ogóle go nie widać. Siedzi w jakimś ciemnym kącie i pożera swój własny ogon, kręcąc bączki wokół mojego życia niczym mucha rąbnięta ostrym, stroboskopowym światłem.

Nie mam czasu

To nic specjalnego. To nawet nie jakiś szczególny atrybut matek. Wszyscy nie mają czasu. Studenci, lekarze, kasjerzy, sklepikarze, artyści i informatycy. Nie mamy czasu. By zdrowo się odżywiać, by spełniać pasje bądź by pasji nie spełniać, by założyć rodzinę. Nie mamy czasu, by się rozwijać lub by się zakochać. Brakuje nam czasu, by czuć się dobrze, by być i pamiętać…Serce z książek

Nie zapomniałam zostać matką

Pamiętacie ten spot telewizyjny? Kobieta po trzydziestce w ładnym domu wymienia, co to jej się w życiu udało, że kariera, dom, relacje, rozwój, i tak wymienia, wymienia z łezką w oku…  aż wreszcie pada to zdanie. To legendarne zdanie. O tym, że zapomniała. Zostać matką. No, zdarza się.

Ja nie zapomniałam, ale też się boję. Że zapomnę, jak to było – po raz pierwszy zostać matką. Jakie emocje niesie ze sobą niemowlę. Jakie trudy. Jak absurdalnie unosi i miażdży.

Boję się

Że rozmyją się, rozleją się w czasie te uczucia, emocje, że niewiarygodności przestaną mnie dziwić. Że pejzaże zaskoczeń, niedowierzań i cudów gdzieś się we mgle rozpłyną, przetopią na codzienność, na zwykłość. Że przestanę się dziwić.

I chociaż się boję, to wiem, że tak będzie. Zwyczajnie.

Dzieci rosną, my się przyzwyczajamy

I choć wciąż biję mu brawo, gdy próbuje wstawać, wiem, że kiedyś przestanę. I to będzie normalne. I nie będę skakać, gdy zawiąże sznurówkę. Po raz setny. Wiem, że kiedyś przestanę nos zatapiać w główce, że przestanę oddychać nim, z nim, nawet obok. I że pierwsze słowo będzie jednym z wielu.

Jak przechować wspomnienia?

To wszystko wiem. Nawet wszystko rozumiem. Mimo tego (przede wszystkim dlatego) nie chcę zapomnieć. Uczuć, wrażeń, tego, co myślałam. Zostawię, zagrzebię, przechowam to w sobie. Zapisane na kartce w formie sentymentu, jakimś miękkim zdaniem, nieistotną myślą, przelotnym uśmiechem, znaną kołysanką.Notesy zeszyty do zapisywania wspomnień

Istnieje tyle form, tyle sposobów przechowywania wspomnień. Ja korzystam z wielu. Mamy fotoksiążki, dzienniki dla rodziców, w których pierwsze kroczki, słowa, pierwsze ząbki, zdania. I pierwsze porażki, ulubione książki, sposoby ucieczki w kolkowe wieczory. Konkretne melodie. Nawet mam seriale, przy których karmiłam (godzinami nocą – bardzo „guilty pleasure”). I wciąż szukam więcej.

Czy warto zachowywać wspomnienia?

Taka sentymentalistka ze mnie. Wiem, że idzie nowe. Nie chcę się w tym taplać. W dawniej było lepiej” czy „jak byłeś mały…”. Ale chcę móc czasem chociaż tylko zerknąć. Troszkę się powzruszać. Szepnąć: taki byłeś.

Bo wiem, że urośnie. I temu się dziwię. Obym nie przestała.

 

 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *