Mamo, nie doceniłam…

Dzień matki po mojemu

Dzień matki. Mój pierwszy. Siedzę i dumam. Z nosem na kwintę, z refleksją w garści. Jak ten miś, co oklapłe uszko ma, a o drugim nikt nie pamięta. I coś Ci powiem. Zanim na telefonie wyklepiesz rutynowe „wszystkiego najlepszego”, zanim rzucisz „kocham” i odwrócisz się do swoich spraw. Zanim powiesz „dziękuję”. Przeczytaj.

To miał być jeden z tych narcystycznych wpisów. Jeden z tych, w których zachwyt miesza się z niepewnością, duma ze zwątpieniem, sens z bezsensem, cukier z pudrem. Jeden z tych, w których wszystkie pierwsze razy wynoszą mnie (czyli matkę) na nowy wymiar człowieczeństwa. Chaotycznie, nagle. Bo wynoszą. Ale to nie jest obraz pisany czarnym tuszem kreślarskim na białym papierze.

Jestem mamą. Mój najpiękniejszy pierwszy raz

Rodzę. Po raz pierwszy. I jest w tym naprawdę dużo piękna. Nawet w tym, jak nie przesypiam nocy. Albo trzech. I wcale nie dlatego, że mały płacze. Pierwszy raz nie przesypiam nocy, czuwając. Patrząc czy oddycha. Będąc. Boże, jak on pięknie oddycha.

Pierwszy raz trzymam dziecko. Moje dziecko. Pierwszy raz jest taki piękny. Dobrze, za drugim razem też jest. I wszystkie kolejne razy, kiedy na niego patrzę. Ma piękne rączki, nóżki, usteczka, nosek mały jak przebiśnieg, uszka jak dwa latawce. Bardzo malutkie latawce. Tak pięknie sobie jest, kiedy leży obok. Pierwszy raz. I kiedy szuka mnie w ciemności. Pierwszy raz znajduje.

Ta historia nie ma końca. Ma jednak drugą stronę.

Mój najprawdziwszy pierwszy raz. Mama po porodzie

Pierwszy raz po porodzie myję włosy. I pierwszy raz w życiu nie wiem, kiedy będę miała czas, by zrobić to ponownie. Patrzę na swoje stopy – po raz pierwszy od dawna. Doceniam ich funkcjonalność. Sięgam po telefon. Stopą. Siedzę, karmię i zauważam, że… marznę. Marznę, choć koc wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Maluchu, leżysz na niej. Na tej ręce. Stopą podnoszę koc z ziemi i okrywam Cię w czasie karmienia. Rąbek zostawiam sobie. Przecież ogrzewa mnie ciepło Twojego serduszka. Nie, tak naprawdę dalej trochę marznę. Ale tylko trochę.

Takie rzeczy po raz pierwszy. Pierwszy raz wstaję trzydzieści razy w nocy. Tak, to hiperbola. Dwadzieścia razy. Na początek. Ale czuje się jak trzydzieści. Potem nie wstaję. Śpimy razem, po raz pierwszy w naszym łóżku. I pierwszy raz budzę się z bólem pleców, rąk i nóg. Potem budzę się tak za każdym razem, kiedy zamieniam się w kłębek, który Cię otula.

Mama z synkiem na spacerze

I ta, która nie ma siły

Po raz pierwszy w życiu jestem permanentnie zmęczona i niewyspana. Pierwszy raz wychodzę z domu w dwóch różnych butach. I jest mi naprawdę wszystko jedno. Po raz pierwszy moje piersi nie są moje. I nagle przypominają dwie bardzo ciężkie kule do kręgli. Wiedziałeś, jak bardzo mogą boleć kule do kręgli?

Po raz pierwszy widzę, jak wiele łez może mieścić się w człowieku. Zastanawiam się też, jak długo trzeba płakać, żeby się odwodnić. Po raz pierwszy martwię się o kogoś tak bardzo, że płaczę, bo on płacze, bo ja płacze, bo on płacze, bo ja… Wyrwanie z tego zajmuje mi chwilę.

Mamo, nie wiedziałam

Mamo, nie wiedziałam, że to takie trudne.

Powiecie – to biologia. Biologia każe nam nosić do wyczerpania, karmić do bólu i nie spać do rana. I od rana. Nie ma nic nadzwyczajnego w niewyspanej matce, nie nazwiemy superbohaterką kobiety, która chodzi spać o trzeciej, o trzeciej trzydzieści wstaje, która nie może pozbierać się po porodzie, fizycznie, psychicznie, ale musi sobie radzić.

Bo jest kobietą. Bo ma dla kogo. Bo w jej żyłach płynie matczyny hormon niezniszczalności, co upodabnia ją do terminatora. Nie jestem terminatorem.

Powiecie, jest pomoc. Są babcie, rodzina, przyjaciele. Powiecie, że mówię nieprawdę. Że mama w dzisiejszych czasach już trochę jest superbohaterką. Kobiety w ciąży przecież traktuje się inaczej. Powoli w społeczeństwie coś się zmienia. Troszeczkę. Nie neguję. Społeczeństwo się stara. Ale to nie o społeczeństwo mi chodzi. Do Ciebie mówię. Do Ciebie. Człowieku, który byłeś kiedyś małym.

Twoja mama…

O Tobie samym

…stwarza Cię z dwóch komórek. Twoje życie przedkłada nad własne. Czasem swoje życie porzuca. Na początku porzuca na pewno. Na co najmniej (co najmniej!) parę miesięcy. Niekiedy na lata. Nie ma przyjaciół, czasu na przyjaciół lub dzieciatych przyjaciół. Hobby odkłada na potem. Czasem kradnie czas. Wyrywa go ze snu, by nie zwariować. Nie śpi, żeby żyć, choć trudno żyć bez snu. Po cichu próbuje sobie przypomnieć, co robiła, zanim się pojawiłeś.

Nie zawsze tak jest. Ale bywa.

To nie wszystko. Zostawia za sobą pracę. Bez żalu, bez większej refleksji, to przecież oczywiste, że zostaje z Tobą. Jest Twoją mamą. Mogła ją lubić. Nie wiadomo, czy będzie miała do czego wrócić. I kiedy. Bo kiedy jej na to pozwolisz? Mały człowieku, który świat zamienia w chaos, w niekończące się pasmo nieprzewidywalnej w swoim absurdzie rutyny.Mama z córką trzymają się za ręce

I to wszystko przez ciebie? Nie. To dla ciebie. Z Tobą.

Mama, kobieta, która…

…nie powie, że przez Ciebie zmarnowała sobie życie. Choć postawiłeś jej życie na głowie. Nie zawsze w pozytywnym sensie. Postawiłeś je na głowie, mając do zaoferowania jedynie niekończącą się słodycz w porannym uśmiechu, trochę bezzębnych grymasów, dużo wrzasku, stos brudnych ubranek i pieluch. I nowa dawkę stresu. Nowy wymiar strachu.

Kiedy na świecie pojawia się dziecko, przynosi ze sobą cały bagaż nowych doświadczeń. Radość jest oczywista. Miłość wydaje się prosta. Jak jednak poradzić sobie z lękiem, doszczętnie absurdalnym lękiem, o wszystko? O każdy kaszel, zająknięcie, krostkę. O emocje. Jej dziecka. Dziecka, którym jesteś, bez względu na to, ile masz tygodni, miesięcy, lat. O Twoje emocje. O to, że kiedyś rzuci Cię dziewczyna. Że się zawiedziesz. Że będziesz smutny.

Nie złość się

Nie złość się na nią. Telefony, pytania, cała ta cholernie upierdliwa czasem troska, nie bierze się z powietrza. Mama pamięta Cię od czasów największej nieporadności. Ratowała Cię przed słońcem i deszczem, przed samotnością, niepewnością, niepokojem, przed własną pieluszką i strasznym burym misiem. Jeśli sądzisz, że powinna „dać Ci spokój”, bo ze wszystkim sobie radzisz sam, to pamiętaj – ona najlepiej wie, że to nieprawda. Jesteś tylko człowiekiem.

Nie oceniaj

Nie oceniaj jej. Jej wyborów, jej ambicji. Możesz ją wspierać. Ale nie oceniaj. Bo nie wiesz. Myślisz, że Twoja mama nie ma pasji? Że jest nudziarą? Albo że się uwzięła? Że nie ma życia?

Miała. Miała całe życie przed Tobą, choć może trudno w to uwierzyć. Jest kobietą. Zwyczajną kobietą, jedną z tych, które spotykasz na co dzień. Może była bezdzietną, postrzeloną trzpiotką, które marzyła wyżej bardziej i dalej niż Ty potrafisz to sobie wyobrazić. A może nie. Może była zupełnie inna.

Mama z pluszakiem swojego dziecka

Nowe wyzwania

Niekiedy trudno pogodzić stare życie z nowym. Na pasje brakuje czasu. Przy kilkumiesięcznym dziecku czasu brakuje nieraz nawet na mycie zębów. Trudno tu mówić o jakimś „wolnym”. O samorozwoju. Ambicjach. Poświęcanie całej uwagi maluchowi staje się wymogiem, nałogiem i rutyną w jednym. To niebezpieczne. To częste.

Znam kobiety, które „nie mają życia” poza dziećmi. I kobiety, których dzieci wyfrunęły już z gniazd.  Życie, ukryte pod bardzo grubą pierzynką, czeka na odkopanie. To są trudne historie. Pełne przesadzonych poświęceń, labiryntów, w których życie zaplątuje się niby węzeł gordyjski, goniąc własny koniec.  Łatwo to oceniać. Jeszcze łatwiej się w tym zaplątać.

Wyrzuty słodkie jak zepsuta gruszka

To czasem boli. Niezrozumienie boli. I niewdzięczność boli. Słyszysz „żyły sobie dla Ciebie wypruwam”, „pieluchy Ci zmieniałam!” Jakby to miało jakieś znaczenie. Ile razy to słyszałeś? „Trzynaście godzin Cię rodziłam!”. Tak było. Co Ty na to?

A Ty… właśnie nic. Bo to zupełnie nic dla Ciebie nie znaczy. Przecież tego nie pamiętasz. A puste zdania są puste. Jak potłuczona szklanka. Tyle, że to wszystko prawda. Macierzyństwo wymaga poświęceń. I to czasem boli. Tak po prostu jest. Tylko Ty nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. To nie jest stan do wyobrażenia dla wolnego, niezobowiązanego niczym, człowieka. Nie wiesz jeszcze jak bardzo można nie mieć czasu. Ja wciąż się dziwię.

Nie mów „sama tego chciałaś”. To nigdy nie będzie takie proste.

Mamo

Dopiero kiedy sama zostałam mamą, w pełni pojęłam ten stan. Od koniuszków palców po czubek spalonych ze wstydu uszu. Czuję. Całą sobą czuję jak ta świadomość zagnieżdża się we mnie podskórnie i lekko uwiera.

Takich tekstów jest tysiące. O trudach macierzyństwa, o tym, że mamę to przecież trzeba kochać, szanować i po rękach, po tych strudzonych, spracowanych rękach całować. Jasne. I ja to wszystko wiedziałam. Ale nie rozumiałam. Ślepa jak kret. I jak kamień głucha. Kamień utopiony w głębokiej studni.Dzień matki z mamą

Odkąd zostałam mamą…

Tak naprawdę mogli mi o tym mówić, pisać bez końca. O tym, jakie to ważne. Ile ta mama znaczy. Jak bardzo jest ważna w moim życiu, w Twoim życiu, nawet kiedy wydaje Ci się, że już nie. Że to nieaktualne. Ale aktualne będzie zawsze.

I ja pewnie też Cię nie przekonam. Ale nie muszę. Bo tekst nie jest dla Ciebie. Jest dla mojej mamy.

Mamo, nie wiedziałam, jakie to trudne.
I chyba Cię nie doceniałam.

 

Sprawdź także

3 komentarze

  1. Cudny tekst. Miód na moje serce m.
    Brak mi słów żeby wyrazić co czuję.
    Cieszę się że Jesteś
    Moja mała córeczka która też jest mamą.
    N I E P O J Ę T E

  2. Ojej, dziękuję za takie ciepłe słowa! Tak właśnie jest. Najpierw chodzi się długi czas po świecie, myśląc, że jest się mądrym i świadomym człowiekiem, który potrafi spojrzeć na coś z wielu stron… a tu obuchem w łeb, jednak nie, jednak dopiero teraz. Nie wiem, czy można coś wyczytać na zapas, ale może ten tekst, może inne teksty, będą chociaż wskazówką pozostawioną dla innych ; ) Życzę Ci wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *