Zawód? Mama…

Zawód mama?

Imię, nazwisko, wiek? Odpowiadam bez zająknięcia. Adres, miasto, kod pocztowy. Odpowiadam. I tak dalej. Kiedy kończymy, kiedy już prawie rozchodzimy się wesoło do ciepłych domów, pytający nagle rzuca: a, jeszcze jedno, zawód mama, tak? I domyślam się, że nie było to pytanie.

Odbyłam roczny staż w Wyższej Szkole Bycia Rodzicem, ukończyłam niemagisterium na Uniwersytecie Zmęczonych Matek i zdobyłam doktorat Matkowego Niewyspania i Absolutnej Męki, w skrócie MNIAM. Na koniec roku planuję habilitację z Przeciekającego Pampersa albo kurs zawodowy ze Spacerów w Deszczu w Ośrodku Zimnej Kawy w Smoczku Dolnym.

Ale na razie pracuję na czarno. Więc proszę nie wpisywać.

Czy jestem mamą… z zawodu?

Dlaczego? No dlaczego ktoś z góry założył, że właśnie to mój zawód? Bo na mamę wyglądam, a na kominiarza już nie?  

Zawód mama. I co w tym chodzi

Wciąż się zastanawiam. Jasne, oczywiste, jak słońce w południe, że podkrążone oczy, wózek, w wózku dziecko, i godzina dwunasta, a ja zamiast tkwić przyklejona do krzesła w białym biurze jestem tu i teraz…. czyli mama. Z zawodu też.

Dobrze. A jednocześnie niedobrze.

Życie we współczesnym, postępowym świecie a życie matki

A przecież żyjemy w elastycznym świecie (tak, już tak). Elastyczne godziny pracy, elastyczny czas pracy, elastyczne matki elastycznych dzieci. Coraz bardziej powszechna staje się praca zdalna, praca na swoim, praca feeelancera, artysty, przedsiębiorcy, cokolwiek.

Mama pije kawę. Z zawodu jestem mamą

Matki w magiczny sposób przestają być zakładnikami macierzyństwa. Wracają do pracy, mają hobby, rozwijają coś więcej niż czekoladki ze sreberek, rozwijają się, swoje pasje, rozwijają, no.

Nie zawsze (coraz rzadziej) matka to z zawodu: matka.

Hej, ale co jest złego w byciu mamą z zawodu?

Nic złego. Bo nadal istnieje spory procent kobiet, które nie chcą lub nie mogą pracować. I w porządku. Jednak nie można już tak trywialnie zakładać, że każda mama nie pracuje. I o to się złoszczę, o tę pewność, z jaką ankieter, optometrystka czy ktokolwiek wypełniający druczek z danymi, zakłada, że kobieta z dzieckiem zawodowo zajmuje się… dzieckiem.

Bo tak mnie przemaglowali u okulisty właśnie. I w sumie, nie wiem, naprawdę nie wiem. Komu ja to tłumaczę? Bo dziwię się, że takie założenia i tacy ludzie są. Ale są. I co zrobisz.

Ot, nic nie zrobię. Panią poprawiłam, że nie, że zawód sobie, a matka sobie, bo tyle chociaż mogę, ale następnym razem zaszaleję. Powiem, że jestem giloszerem albo tanatopraktorem. Albo metrampażem. Astrofizjobiotechnochemiologiem. Niech sobie nie myśli.

A co! 

Sprawdź także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *